Zamknij
REKLAMA

Czy Święty Mikołaj jeszcze przychodzi? [Felieton Igora Kantorowskiego]

17:36, 13.12.2020 |
Skomentuj Święty Mikołaj dodawał i dodaje świętom magii [Foto: EAST NEWS/LEHTIKUVA]
REKLAMA

Pewnie wielu z nas pamięta jeszcze wigilie, na których pojawiał się oczekiwany gość, czyli Święty Mikołaj. Przeważnie miał czapkę zakrywającą oczy, czerwony kubrak lub coś w tym rodzaju, no i worek pełen prezentów. Zdarzało się, że dziatwa pytała, dlaczego jak przyszedł Mikołaj, to tata akurat wyszedł, i dlaczego Mikołaj miał takie same buty jak on. Jednak wiara w tego świętego odwiedzającego dzieciarnię i dorosłych była spora.

A zdarzało się przecież wcale nie tak rzadko, że ci, którzy już nieco dorośli, dalej chcieli, aby prezenty wręczał im ten, do którego nie pisali już listów z prośbami o prezenty. Jednak chcieli, aby ich obdarowywał tym, co przyniósł w worku.

Przyszły też takie czasy, po roku 1980, że Święci Mikołajowie, czyli tatusiowie, musieli prezenty wystawać w długich kolejkach przed sklepami zabawkowymi. Mamusie w tym czasie stały - w równie długim ogonie - za słodyczami, pomarańczami, kawą, czy innymi towarami, które chętnie ujrzałyby na świątecznym stole.

Przedświąteczna niedziela handlowa w czasach PRL. W długiej kolejce po cytrusy, karpia, itp. [Fot. PAP/CAF M. Wegner]

Dzieci nie zawsze dostawały to, o co prosiły, a dorośli cieszyli się z kaset magnetofonowych, spodni dżinsowych, rajstop, czy skarpetek. Bo był to czas, kiedy wiele artykułów trzeba było wywalczyć, aby wypełnić worek Mikołajowi. A co to była za radość, kiedy przy okazji udało się kupić kilogram pomarańczy, czy cytryn albo kilo cukru poza kartkami.

Dla młodych ludzi brzmi to pewnie jak opowieść nie z tego świata. Ale w takiej rzeczywistości żyliśmy, a Święci Mikołajowie musieli się sporo nabiegać przed wigilią. Roznoszenie prezentów to już była przyjemność.

Dzisiaj już coraz trudniej o tych czerwonych czarodziejów, którzy pukają do drzwi pytając: czy mieszkają tu grzeczne dzieci? Coraz częściej prezenty lądują po prostu pod choinką. Oczywiście zawsze można sobie wytłumaczyć, że Mikołaj nie dojechał saniami, bo nie ma śniegu. Choć kto to wie, czy nasi milusińscy nie woleliby, aby ten dobrodziej wyskakiwał ze smartfona czy telefonu, i bez sięgania do worka, od razu wręczał zestaw gier komputerowych. Tak to nam się czasy pozmieniały.

pisarz, publicysta

Igor Kantorowski

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA