Zamknij
REKLAMA

Imperium kontratakuje [Kadra i cała reszta…]

17:52, 05.04.2021 |
Skomentuj [Źródło: sport.onet.pl]
REKLAMA

Trzy mecze Paulo Sousy w roli selekcjonera reprezentacji Polski wystarczyły, żeby w jego stronę poleciały już pierwsze przytyki, pretensje i inne epitety z tzw. środowiska trenerskiego w naszym pięknym kraju. I znów kręcimy się wokół tej samej tezy – „Eee, Panie. Tak jak on, to by każdy kadrę poprowadził.”.  

Bilans marcowego zgrupowania na kolana na pewno nie powala – 4 punkty w trzech meczach, strzelone 7 i stracone aż 5 bramek. Porażka na Wembley od początku była wkalkulowana, a zwycięstwo z Andorą to był obowiązek. Kompletu punktów z pewnością spodziewaliśmy się po meczu w Budapeszcie, ale patrząc na jego przebieg, to z tego punktu mimo wszystko trzeba się cieszyć, bo nie przegraliśmy w starciu z bezpośrednim rywalem w walce o drugie miejsce w grupie, a co za tym idzie – baraże o wyjazd do Kataru. Mnie też nie wszystko się podobało, począwszy od powołań (choćby obecność na zgrupowaniu Sebastiana Kowalczyka, a brak Bartosza Kapustki), do wyborów personalnych i zestawienia składów na mecze w Budapeszcie i Londynie. Z drugiej jednak strony, facet miał jakieś 6 jednostek treningowych z drużyną, którą musi najzwyczajniej w świecie poznać. Pusty śmiech mnie ogarnia, kiedy czytam i słucham tych wszystkich wywodów „ekspertów” telewizyjnych, którzy usiłują narzucić narrację w stylu „Ale jak to? Dlaczego nie wygraliśmy 5:0 z Węgrami, 10:0 z Andorą i 3:0? Sousa miał wszystko odmienić!”. Wszystkim tym Panom proponuję, żeby trochę ochłonęli i przestali rzucać populistyczne gadki, o wielkich nadziejach, które nowy selekcjoner srodze zawiódł. Nie da się w tydzień przeobrazić tej drużyny w dobrze funkcjonujący mechanizm, skoro Jerzy Brzęczek nie potrafił zrobić tego w 2,5 roku.

Światełkiem w tunelu na pewno jest to, że trener reprezentacji wreszcie ogląda te same mecze co kibice i dziennikarze i nie opowiada na konferencji prasowej dyrdymałów, jak to dobrze realizowaliśmy założenia taktyczne i przesuwaliśmy się formacjami. Nie. Mówi wprost – Moder źle się ustawiał, grał za szeroko, zbyt często tyłem do bramki. Reca był zbyt nerwowy, dokonywał złych wyborów, itd. Zestawmy to sobie z wypowiedzią Brzęczka po meczu z Holandią, kiedy stwierdził, że on jest zadowolony. Po meczu, w którym wyglądaliśmy na tle rywala jak drużyna podwórkowa. Kwestia numer dwa, to reagowanie na wydarzenia boiskowe. W meczach z Węgrami i Anglią Sousa wprowadzał korekty w składzie z pomysłem, ale jednocześnie szybko. I te zmiany dawały efekty. Gol na 0:2 z Węgrami? 6 minut później Glik zmienia Helika, za chwilę bezproduktywnego Szymańskiego zmienia Jóźwiak, a zagubionego Modera – Piątek. Dwaj ostatni mają udział przy bramkach na 1:2 i 2:2. Podobnie wyglądało to z Anglią, kiedy jeszcze przy stanie 1:1, kiedy zaczęliśmy coraz gorzej wyglądać w środku pola, od razu za Piątka wchodzi Augustyniak, który naprawdę grę w tej strefie boiska bardzo uspokoił. Do tego wprowadzenie Jóźwiaka, który rozruszał grę na skrzydle (choć moim zdaniem powinien grać od początku).

A jak to wyglądało z Jerzym Brzęczkiem? Jesień 2019, mecz wyjazdowy ze Słowenią. Tracimy gola na 0:2 w 65. minucie. 5 minut później Bielik zmienia Klicha, a Błaszczykowski za Grosickiego. Środkowy pomocnik za środkowego pomocnika, skrzydłowy za skrzydłowego. Zero ryzyka, zero dania sobie szansy na poprawę rezultatu. W 76. minucie za Piątka wszedł jeszcze Kownacki. Napastnik, za napastnika. Nie było pomysłu, że może warto wprowadzić trzeciego napastnika, skoro nie mamy nic do stracenia, bo jest 0:2. Identyczny scenariusz był z Holandią. Straciliśmy bramkę w 61. minucie. W 63. Milik wszedł za Piątka, 10 minut później Jóźwiak za Grosickiego, a na ostatnie 13 minut Moder zmienił Zielińskiego. Roszady w stylu pozycja za pozycję, z nadzieję „A nóż, coś się strzeli?”. Dla mnie jest to coś niewyobrażalnego, że po 2,5 roku takiej degrengolady piłkarskiej, jaką prezentowała kadra Brzęczka, są jeszcze ludzie w naszym dumnym środowisku trenerskim oraz dziennikarskim, broniące byłego selekcjonera. Ba, oni twierdzą, że z Brzęczkiem mielibyśmy na koncie nie 4, a 7 punktów. Na jakiej podstawie? Brzęczek nie wypracował z tym zespołem kompletnie nic, co mogłoby go wyróżniać. Czegoś, o czym moglibyśmy powiedzieć – „no tak, za Nawałki tego nie było, ale Brzęczek to wprowadził”. Najbardziej irytuje to kąsanie ze strony przedstawicieli „polskiej myśli szkoleniowej”. Jerzy Engel, Orest Lenczyk, Grzegorz Lato, Jan Tomaszewski – oni wszyscy teraz radzą i wydaje się, że z satysfakcją strzelają do Paulo Sousy, bo nie zrobił wszystkiego perfekcyjnie. Gdzie byli Panowie Lenczyk, Engel i Lato za kadencji Brzęczka i czemu z ich ust nie padło choćby jedno krytyczne zdanie pod adresem sposobu jego pracy z kadrą? Lenczyk mówi, że żal mu byłego selekcjonera, bo to porządny człowiek. To takie gadanie w stylu „dobry chłopak był, zawsze dzień dobry na klatce mówił”. Tylko, że w piłce nie liczy się, czy jesteś fajny i miły, tylko czy nadajesz się do bycia selekcjonerem, czy nie. Sytuacja z Sousą jest identyczna do tej, jaka była z Leo Beenhakkerem. „Strzelano” do niego przy każdej nadarzającej się okazji, bo śmiał ocenić, że myślenie polskich trenerów bywa błędne, że i przygotowanie i sposób pracy pod wieloma względami odbiega od tego, jak wygląda to w zachodniej Europie. Teraz, brakuje nam jeszcze głosu Piechniczka, który był wówczas liderem grupy zajmującej się jedynie czekaniem, aż Beenhakker się potknie. Ci ludzie wciąż żyją remisem na Wembley sprzed prawie 50 lat, wspominają 3. miejsce na Mundialach 1974 i 1982, ale to już było. To prehistoria, a oni dalej są przekonani o swojej nieomylności i opowiadają bzdury, jak to w Polsce jest gotowych 10 trenerów do objęcia kadry po Brzęczku. Niestety, ale nie ma. A jeśli jest, to może jeden i nazywa się Czesław Michniewicz. Nasza szumnie wychwalana „myśl trenerska”, to myśl trenerska z dykty, z naprawdę niewielkimi wyjątkami. Jesteśmy jednak świadkiem sytuacji, w której „Imperium” kontratakuje i znalazło sobie nowego wroga z Portugalii.

W tej całej sytuacji brakuje rzecz jasna choćby jednego krytycznego zdania o człowieku, który do takiej sytuacji wokół reprezentacji doprowadził. Mowa tu oczywiście o Zbigniewie Bońku, który zawzięcie utrzymywał Jerzego Brzęczka na selekcjonerskim stołku, by zrzucić go w najmniej spodziewanym momencie, w przeddzień startu eliminacji mundialu i dosłownie chwilę przed EURO. Straciliśmy w najlepszym wypadku 4 miesiące. Może, gdyby Sousa pracował np. od listopada i mógł przetestować nowych zawodników i ustawienie w meczach z Włochami i Holandią, to nie byłoby Helika na stoperze czy Szymańskiego na wahadle? Oczywiście wszech prezes tradycyjnie ułożył wszystko tak, żeby wina spadła na piłkarzy, a on ma czyste ręce. On tylko okazał miłosierdzie Brzęczkowi i uratował go od mediów. O współodpowiedzialności Bońka za całą sytuację z pewnością nie przeczytamy nawet jednego zdania. Dlaczego? Bo jak zgrabnie określiła to osoba ze środowiska, Boniek aż tak bardzo nie różni się od Laty, ale zrobił to, czego Lato nie umiał – złapał całe środowisko dziennikarskie za… element jednoznacznie kojarzący się z Wielkanocą i trzyma do dziś.

Mimo niemrawego startu, można dostrzec jednak światełko w tunelu. Przed EURO Paulo Sousa będzie miał zawodników do dyspozycji zdecydowanie dłużej. Momenty gry z Węgrami i Anglią pozwalają mieć nadzieję, że nasza przygoda nie skończy się po trzech meczach.

dziennikarz

Dawid Ziółkowski

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%