Zamknij
REKLAMA

Kolejna Wielkanoc w cieniu zarazy... [Felieton I. Kantorowskiego]

11:34, 31.03.2021 | I.K.
Skomentuj [Foto: pixabay/zdjęcie ilustracyjne]
REKLAMA

Rok temu byliśmy chyba bardziej zaskoczeni tym co nas dotknęło. Nie poszliśmy ze święconką, nie było rezurekcji, ale był tylko niepokój. Po roku jakbyśmy przywykli do życia w zmienionych realiach, ale jesteśmy bardziej przerażeni.

Nie chcę już pisać o wypełnionych szpitalach i kończących się wolnych respiratorach.Nasze życie wypełniło się dostatecznie niepokojem i smutkiem.

A przecież zbliżająca się Wielkanoc ma przynosić nie tyle ukrzyżowanie Chrystusa, co jego zmartwychwstanie. Jednak to Alleluja nie będzie radosne.

Świat po Wielkiej Nocy pozostanie nadal w swego rodzaju zawieszeniu. Problemy o wymiarze globalnym, dotyczące pandemii nie znikną. W Płońsku pewnie nadal będziemy czekać niemalże na cud zaszczepienia, a opustoszałe ulice będą wzbudzać strach.

Nasze kościoły nie wypełnią się wiernymi. Już w ostatnią niedzielę w jednej z parafii ksiądz zwrócił się do przybyłych na mszę, aby znaczna ich część wyszła na zewnątrz. Przepisy są nieubłagane. W świątyni przecież też możemy się zarazić.

Ale Ci, którzy wierzą, jakoś ten krzyż zbiorowy poniosą. Grób w Wielką Niedzielę będzie pusty. Dla jednych nadzieją, dla drugich tylko piękną baśnią.

Bywa, że sprawy doczesne odkładamy, kiedy z naszymi zajęciami pojawi się perspektywa grobu. Tego naszego. Znam przypadki z własnego doświadczenia, że ludzie w obliczu zbliżającego się kresu życia, doznawali nawrócenia. Nawet jeden ze znanych polityków lewicy, po zachorowaniu na nowotwór, zaczął gorąco wierzyć. Zamiast manifestów politycznych zaczął pisać teksty rekolekcyjne. Bywało i odwrotnie. Ci, co wierzyli, w obliczu doznania dramatu, jaki spotkał ich w życiu, odrzucali Boga.

Tak było chociażby ze znanym przedstawicielem Żydów polskich, Markiem Edelmanem, Przywódcą powstania w getcie warszawskim. Po upadku tego heroicznego zrywu żydów polskich, trafił do Oświęcimia. Udało mu się przeżyć, ale postawił pytanie retoryczne. - Czy Bóg był na rampie w Oświęcimiu? Rozgrywające się tam sceny wyparły z niego wiarę. Stał się ateistą. Dzisiaj nasza wiara także jakby słabsza, a zmartwychwstały Chrystus staje się odleglejszy. Dlaczego...?

(I.K.)

pisarz, publicysta

Igor Kantorowski

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (1)

TakTak

2 6

w ubiegłym roku nie poszliśmy ze święconką, opuściliśmy Grób Pański, nie poszliśmy na procesję w Uroczystość Bożego Ciała, puste były cmentarze w Uroczystość Wszystkich Świętych, kiedy to opuściliśmy naszych zmarłych. Nie odwiedzaliśmy naszych bliskich, wielu nie będziemy mieli okazji odwiedzić już nigdy, umarli. Ci z większą wyobraźnią mogą tylko spróbować sobie wyobrazić jak wygląda długie umieranie w samotności. Bo przecież zostawiliśmy naszych bliskich umierających samotnie, bez kapłana, bez sakramentów, bez troski o zbawienie ich dusz, pocieszając się jak jesteśmy odpowiedzialni, chroniąc ich przez "zarazą". Tak zachowywali się katolicy, a co robili w ty czasie inni: ano spotykali się i to dość licznie, pod pomnikami, na wiecach, na ślubach kościelnych u rozwodników, na urodzinach, na sylwestrowych koncertach, czy na ulicznych burdach. "Wesołych Świąt" i "miłych" wspomnień z minionego roku przy świątecznym stole. 23:51, 31.03.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
0%