Zamknij
REKLAMA

Upadek masy upadłościowej [Legia i cała reszta…]

21:45, 04.10.2020 |
Skomentuj [Źródło: legia.com]
REKLAMA

Niby człowiek wiedział, ale jednak się łudził. Czwartkowy wieczór był kolejnym, gdzie naiwnie i prawdę mówiąc bez wielu merytorycznych podstaw wierzyło się, że to jest wreszcie ten moment i po ponad 3 latach Legia wróci do europejskich pucharów (nie mylić z eliminacjami). Niestety to było spotkanie gołej d*py z batem. I Legia niestety wystąpiła w tej pierwszej roli.

W pierwszej kolejności należy zająć się rywalem, bo mam wrażenie, że my cały czas żyjemy w przeświadczeniu, że kraje typu Azerbejdżan, Kazachstan czy Mołdawia to zaścianek europejskiej piłki klubowej. Niestety te czasy minęły i tym zaściankiem są w tej chwili nasze kluby i cała Ekstraklasa. Spójrzmy na Karabach bardziej szczegółowo. Od 12 lat (!!!) drużynę prowadzi ten sam trener – Gurban Gurbanow. W sezonie 2010/2011 wówczas sensacyjnie wyeliminowali Wisłę Kraków w III rundzie eliminacji Ligi Europy. Ale w kolejnych latach udowadniali, że w ich wynikach międzynarodowych nie ma przypadku. Od sezonu 2014/2015 Azerowie rokrocznie grają w fazie grupowej europejskich pucharów – 5 razy w Lidze Europy i raz w Lidze Mistrzów. A Legia? W tym okresie dwa razy zagrała w grupie Ligi Europy i raz w Lidze Mistrzów. Od sezonu 2017/2018 nie ma jej w Europie jesienią, a po drodze odpadła w eliminacjach z Sheriffem Tiraspol, Spartakiem Trnava czy Dudelange.

W laniu jaki zespół dostał w czwartek od mistrza Azerbejdżanu nie ma przypadku. Już po kwadransie było widać kto ma wyższą kulturę gry, szybciej operuje piłką i myśli na boisku. Legioniści tylko i wyłącznie statystowali. Sześć razy w pierwszej połowie swoimi interwencjami drużynę na powierzchni utrzymywał Artur Boruc. W drugiej rywale wrzucili kolejny bieg i nie było co zbierać. Czy byłem zdziwiony wynikiem? Może początkowo tak, ale racjonalnie patrząc na sposób gry i rezultaty poprzednich meczów od początku sezonu, to chyba nie było podstaw, żeby wierzyć w awans. Ale kibic jak to kibic, ślepo zawsze ma nadzieję, że coś się poprawi. Legia niestety po przerwie pandemicznej nie była już sobą. Regres zaczął się od meczu w Zabrzu, gdzie nie wychodziło kompletnie nic. Mnóstwo sytuacji, duża przewaga, ale to było przysłowiowe walenie głową w mur, które zakończyło się porażką 0:2. I mam wrażenie, że po tym meczu coś w zespole pękło i się posypało. I ''Vuko'' niestety tego nie posklejał i nie było widać, że wie jak to zrobić. Wystarczy przybliżyć popandemiczny bilans w lidze i w Europie (nie wliczając meczu Pucharu Polski z Bełchatowem). 19 meczów - 9 wygranych, 3 remisy i 7 porażek, bilans bramkowy 24:20. Od początku sezonu 2020/2021 zespół grał prymitywną piłkę opartą na długich zagraniach i dośrodkowaniach na Pekharta i mecz z Linfield był tego dobitnym przykładem. Po tym spotkaniu napisałem, że z taką grą nie ma co myśleć o wyeliminowaniu poważnego rywala. I niestety nie pomyliłem się.

Na Łazienkowską przyjechała Omonia i zaczęły się ciężary. Wystarczyła odrobina taktyki, pomysłu na spotkanie jaki niewątpliwie miał Henning Berg i Legia nie istniała. Na egzaminie, jakim była II runda eliminacji Ligi Mistrzów oddała pustą kartkę. Znowu opcją numer jeden była laga na Pekharta i dośrodkowania z bocznych sektorów. I to właściwie tyle. Smutne to. Oczywiście sędzia sprawiał wrażenie, że UEFA wylosowała jego nazwisko w chipsach, ale nie można wszystkiego zrzucić na słabego arbitra. Vuko niestety od początku tego sezonu nie chciał grać w piłkę, ale liczył na bramkę zdobytą prostymi środkami albo stałym fragmencie gry i obronę takiego wyniku. Zespół pojechał do Płocka i po zdobyciu bramki oddał inicjatywę a potem dał się zepchnąć Wiśle do rozpaczliwej momentami obrony. Boże, jak to brzmi… Po przegranym meczu z Górnikiem Vuković mówił tak: - Taka gra nie wystarczy na żadnego przeciwnika, niezależnie z kim się gra. Jeśli przeciwnik biegnie z piłką 50 metrów, jest nieatakowany... Jeżeli rywale klepią na piątym metrze naszego pola bramkowego, to pokazuje, że jesteśmy absolutnie poniżej tego, aby grać o dobry wynik […]. Jak dla mnie wyglądało to tak, że Aco widział, że zespół jest w tragicznej dyspozycji, ale niestety nie miał bladego pojęcia dlaczego. Omonia, Jagiellonia, Wisła Płock, Górnik Zabrze - w każdym z tych spotkań nie było nawet minimalnej oznaki poprawy. Zero. Niestety Serbski trener nie dał Dariuszowi Mioduskiemu żadnego argumentu, żeby dał mu jeszcze czas i szansę na wygrzebanie zespołu z tego kryzysu.

Pożegnanie się z 'Vuko' i zastąpienie go Czesławem Michniewiczem jest odczytywane przez większość ekspertów jako akt desperacji i brak strategii na budowę klubu prezesa Mioduskiego. Nie do końca się z tym zgodzę. Oczywiście, nie ma wątpliwości, że jest odpowiedzialny za chaos organizacyjny i trenerski, który zaczął się od zwolnienia Jacka Magiery jesienią 2017 roku. Z drugiej jednak strony, Vuković dostał naprawdę dużo czasu i zaufania, bo pracował na Łazienkowskiej 538 dni. Budował drużynę według swojego pomysłu i dostał graczy, których chciał w niej mieć – m.in. Gwilię, Wszołka, Cholewiaka czy ostatnio Kapustkę. Podjął się też misji oczyszczenia i odmłodzenia szatni, którą zapoczątkował Sa Pinto. Mioduski wiedział, że musi to zrobić właśnie Aco, bo innego trenera środowisko wokół Legii, a także dziennikarze odsądziliby od czci i wiary. Odzyskał także mistrzowski tytuł, za co należy mu się szacunek. Niestety w Europie zawiódł. Zawiódł na całej linii. Jeśli miało dojść do zmiany trenera, to na polskim rynku nie było lepszego kandydata niż Michniewicz, który nie przychodzi się uczyć. Wreszcie w kwestii trenerskiej pojawiła się jakaś logika. Na ile ta decyzja okaże się słuszna, czas pokaże, bo jak na razie pierwszy test Michniewicz oblał otrzymując niedostateczny z wykrzyknikami. Na faktyczną ocenę jego warsztatu trzeba poczekań co najmniej do końca rundy.

Walenie Mioduskiego kijem po plecach jest ostatnio bardzo modne i sam poniekąd do tego dorowadził swoimi nielogicznymi decyzjami. Śmiech mnie jednak ogarnia, kiedy czytam, że 'Vuko' generalnie wszystko zrobił świetnie, a prezes z dyrektorem sportowym wcisnęli mu latem piłkarzy, których w ogóle nie chciał. Przecież to jest tak głupie, że nie wiem jak to skomentować. Pojawiły się nawet informacje, że Radosław Kucharski siedzi na przysłowiowym „gorącym krześle”, co uważam za absurd, bo jeśli miałoby dojść do kolejnej rewolucji w pionie sportowym, to oczekiwałbym, że samoocenie podda się także prezes i jego doradcy. Nie wyobrażam sobie działania na zasadzie „kowal zawinił, cygana powiesili”.

Nie ma żadnych wątpliwości, że sytuacja w jakiej znalazł się klub jest, mówiąc delikatnie, nie najlepsza. Brak awansu do fazy grupowej europejskich pucharów sprawia, że sportowo kolejny sezon już na jego starcie można spisać na straty. Zdobycie kolejnego mistrzostwa Polski, a nawet dubletu, nie zrobi na nikim wrażenia. Kibic nie jest naiwny i oczekuje godnego zaprezentowania się w Europie. Tymczasem nazwa „Legia” na piłkarskiej mapie Europy na nikim nie robi już wrażenia. Jak stwierdził w jednym z odcinków mojego ulubionego serialu „Świat według Kiepskich” Arnold Boczek, na Ł3 nastąpił „Upadek masy upadłościowej. Rozsprzedaż towarów”. A najgorsze, że człowiek się do tego przyzwyczaił.

dziennikarz

Dawid Ziółkowski

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (8)

BokserBokser

24 2

Niesamowicie nieważna informacja 23:31, 04.10.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

RedakcjoRedakcjo

23 2

Tydzień temu Jan Błachowicz zdobył tytuł mistrza świata UFC. Szkoda że nie piszecie o takich sukcesach i tytułach zdobywanych dla kraju tylko o naszych narodowych porażkach. Zamiast pokazywać zwycięstwo i oddać szacunek pierwszemu w historii dywizji męskiej polskiemu mistrzowi, to lament nad kopaczami. O nim coś napiszcie. 07:36, 05.10.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Do autoraDo autora

10 3

Prosiłbym o poprawę tego felietonu, tj. interpunkcję, ortografię oraz styl.
Cytat: "Znowu opcją numer jeden była laga na Pekharta i dośrodkowania z bocznych sektorów. I to właściwie tyle.". Mam pytanie, co to za grafomaństwo? Szanujmy się wzajemnie, ponieważ nie sztuką jest opublikować tekścik na poziomie podstawówki, lecz wydać coś przyzwoitego. Życzę autorowi tego utworu, aby w przyszłości osiągnął poziom K. Stanowskiego, M. Borka, itp. PS Proszę nie traktować tego wpisu, jako tzw. hejt, a jako krytykę, którą powinna wpłynąć na przykładanie się autora do pisanego przezeń tekstu. Usuwanie, bądź ukrywanie wpisów świadczy o braku samokrytyki równym poziomowi samozachwytu Pani Małgosi Domagalik. 23:37, 06.10.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

LegionistaLegionista

2 2

Kocham Legię, ale rzeczywiście te spójniki na początkach zdań są po prostu STRASZNE! Może warto, aby redakcja zorganizowała warsztaty pisarskie dla swojej kadry.

Pozdrowienia! Legia na przód. 10:49, 07.10.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Kiedyś był klimat (LKiedyś był klimat (L

1 1

W Warszawie nie będzie klimatu do piłki 14:35, 07.10.2020

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

Wina słoikówWina słoików

4 1

Warszawa to teraz miasto słoików goniących za kasą. Oni nie rozumieją piłki i tej atmosfery. Masz rację. Tutaj nie będzie klimatu dla piłki tylko dla wyścigu szczurów. 12:18, 09.10.2020


PłońszczaninPłońszczanin

2 1

Legia + Europejskie Puchary + Świat wg Kiepskich = Mieszanka Wybuchowa
Czy można prosić o jakiś istotny z punktu widzenia społecznego felietonu o koronawirusie w naszym regionie? 20:39, 07.10.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

PolonistkaPolonistka

6 2

Ten tekst jest rzeczywiście słaby, jeżeli chodzi o rzemiosło....
Pozwolę sobie na cytowanko: "Niestety Serbski trener [...]". Czy ktoś tu widzi błąd? Może powinno być: "Niestety serbski trener [...]"?
Szkoda, że poziom edukacji co roku jest coraz niższy, a koronawirus i nauczanie zdalne jeszcze bardziej wzmacnia to zjawisko. Ten tekst rzeczywiście zawiera dużo błędów. W przyszłości proponuję:
1) przeczytać, to co się napisało na głos;
2) skorzystać z edytora, np. MS Word, w celu wyeliminowania błędów ortograficznych i części interpunkcyjnych (niestety wszystkich niedoskonałości to i edytor tekstowy nie wyłapie);
3) dać komuś napisany tekst do przeczytania (w tym przypadku zalecam zatrudnić korektora tekstów).
Jeżeli chodzi o Legię, to nie ma co udawać, nie jest to wielki klub, a tylko i wyłącznie miejsce zarobku dla piłkarzy, których pensje są niewspółmierne do ich wysiłku, osobowości oraz wykształcenia.
21:03, 07.10.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
REKLAMA