Zamknij
REKLAMA

Obiektywizm [Legia i cała reszta…]

18:09, 25.11.2020 | D.T
Skomentuj [Źródło: warszawa.pl]
REKLAMA

W niedzielę, około godziny 19:30 po cichu, bez większego rozgłosu, po 126 dniach Legia Warszawa wróciła na fotel lidera PKO Ekstraklasy, w którym ostatni raz zasiadała 19 lipca, czyli na koniec sezonu 2019/2020. Mam nieodparte wrażenie, że środowisku, a zwłaszcza niektórym mediom jest to najwyraźniej nie w smak. 

Nie od dziś wiadomo, że w polskiej piłce od lat funkcjonuje stwierdzenie, że „gdzie Legia nie może, tam sędzia pomoże” i nie brakuje głosicieli spiskowej teorii dziejów, jak to mistrzostwo zawsze musi zostać zapewnione klubowi z Warszawy, bez względu na okoliczności. Wspomina się jak to Legia „za komuny” kradła najzdolniejszych piłkarzy z innych klubów powołując ich do wojska. Dziwnym trafem, mimo tego okradania innych z najlepszych, w okresie funkcjonowania jako CWKS zdobyła tylko 4 mistrzostwa z posiadanych 15, a pomiędzy 4 a 5 było 23 lata przerwy (oficjalnie 24).

W tej chwili drużyna z Łazienkowskiej bije swoisty rekord oczekiwania na rzut karny podyktowany na jej korzyść. Na dzień 24 listopada 2020 r. to 289 dni. Ostatni raz Legia wykonywała rzut karny 9 lutego 2020 roku w meczu z ŁKS-em, a jego skutecznym egzekutorem był Domagoj Antolić. Od tamtej pory sędziowie jak ognia boją się wskazać na wapno, kiedy w polu karnym faulowany jest legionista. W tym sezonie tylko w trzech pierwszych kolejkach nie odgwizdano dwóch ewidentnych rzutów karnych (na Pawle Stolarskim w meczu z Jagiellonią i Williamie Remy’im z Wisłą Płock), a Igor Sapała z Rakowa Częstochowa za wejście wyprostowaną nogą w Luquinhasa nie wyleciał z boiska. Generalnie, po raz ostatni pomyłka sędziowska na korzyść klubu z Warszawy miała miejsce 3 listopada 2019 roku. 387 dni temu.

Trend jest taki, że wszystko, co dzieje się nie na korzyść Legii, bądź jest decyzją ewidentnie krzywdzącą, sprowadza się po prostu do rangi sędziowskiego błędu. Ot, zdarza się. Sędzia też człowiek (to, że ma do dyspozycji VAR to drobniutki szczegół). Jeśli jednak wydarzy się cokolwiek, co odczytuje się jako mniejszą czy większą kontrowersję, z której Legia skorzystała, wtedy maszyna rusza. Najświeższy przykład to niedzielny mecz z Cracovią, w którym już w doliczonym czasie gry piłka uderza w rękę Pekharta. Strzał z bliska w rękę praktycznie przyklejoną do ciała. Czech bez szans na reakcję. W mediach natychmiast pojawiło się kilka artykułów na ten temat, z nośnym słowem „KONTROWERSJA!” w tytule. Poproszono o zdanie nawet szefa kolegium sędziów Zbigniewa Przesmyckiego, który oczywiście stwierdził, że sędzia Lasyk popełnił błąd i Cracovii należał się rzut karny. Dodam jeszcze, że arbiter poszedł sprawdzić tę sytuację na monitorze już po odgwizdaniu końca spotkania(!). W ten sposób powstała dyskusja, co najmniej na tydzień, a jej podsumowaniem będzie, że sędzia oczywiście znów pomógł Legii. „VARszawa!” znów zakrzykną tweeterowi eksperci z Wielkopolski i Podlasia. A Pan Przesmycki schowa się na kolejne kilka miesięcy i nie kiwnie palcem, kiedy Legia po raz kolejny zostanie „okradziona” z jedenastki.

Kwestia sędziowania to jedno, ale przechodzenie obojętnie obok formy stricte sportowej Legii wśród dziennikarzy choćby stacji Canal +, jest więcej niż niezrozumiałe. Legia skompromitowała się w europejskich pucharach i ten fakt nie podlega żadnej dyskusji. Zrobiła to po raz czwarty z rzędu, co dla takiego klubu jest ogromną ujmą, ale po przyjściu trenera Czesława Michniewicza notuje bilans 5-1-0 w sześciu meczach z bilansem bramek 10:3. Z brakiem bezstronnej oceny gry Legii przez niektórych komentatorów z Canal+ kibice mistrzów Polski borykają się nie od dziś (patrz Grzegorz Mielcarski, Kazimierz Węgrzyn) i zdążyli do tego przywyknąć, jednak to co dzieje się wokół klubu w ostatnich tygodniach zakrawa na totalną abstrakcję.

Zespół Michniewicza wygrywa z Lechem Poznań 2:1 po golu w ostatniej minucie. Efekt – w kabinie komentatorów szok i niedowierzanie. W studiu pomeczowym stypa. Nosy spuszczone na kwintę, a podsumowanie hitowego meczu sprowadza się do ubolewania nad porażką Lecha i usprawiedliwianiem jej. Obiektywizmu na temat Legii w ostatnich tygodniach można uświadczyć tyle, co kot napłakał. Kamyczek do przysłowiowego ogródka własnej redakcji wrzucił nawet szef sportu w Canal+, Michał Kołodziejczyk, tweetując tak - Koniec listopada. Liderem ekstraklasy jest Legia Warszawa. Ile dobrych słów powiedziano do tej pory o nowym liderze ekstraklasy? Atmosfera jaka jest nakręcana wokół klubu od wielu miesięcy powinna nosić nazwę „W oparach absurdu”. W tej chwili każdy tekst czy publiczna wypowiedź pro-Legia jest nie na miejscu i traktuje się ją jako niepopularną. Nawet jeśli jest za co chwalić.

Najgorsza według wielu tzw. ekspertów Legia Warszawa od lat, na dużym spokoju, krok po kroku wchodzi sobie na szczyt ligowej tabeli, wykręcając przy tym wynik o 5 punktów lepszy niż w analogicznym momencie poprzedniego sezonu. Dla wielu dość satysfakcjonująca wizja stopniowo postępującej sportowej degrengolady mistrza Polski i czekającego go rychłego upadku, prysła jak mydlana bańka. A huk, którzy przy tym powstał jeszcze dzwoni im w uszach.

(D.T)

dziennikarz

Dawid Ziółkowski

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (3)

sochoGroupsochoGroup

5 11

wreszcie obiektywnie !
ale i tak wszyscy sie beda modlic nad wspanialym lechem jego extra gra tylko ten wasz amicorz ma juz 12pkt straty do Legii 12:32, 26.11.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Ula.Ula.

10 4

Oho... Kolejny artykuł o jednym słusznym sporcie 08:37, 27.11.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Do "Redaktora&qDo "Redaktora&q

0 1

Chciałabym zwrócić uwagę, że coś takiego jak obiektywizm to nie istnieje. Każda nasza opinia, obserwacja jest subiektywna. Reasumując felieton oceniam: 1/10. 11:56, 25.12.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
0%