W schronisku w Ciemniewie w gminie Sochocin, prowadzonym przez Stowarzyszenie Na Rzecz Ochrony Zwierząt Nasielsk, bezdomne zwierzęta dostają coś więcej niż schronienie – dostają dom. - Naszą ideą nie było robienie tak dużego ośrodka, ale chciałyśmy, aby te psy i koty, które zabezpieczamy, miały namiastkę normalnego domu, gdzie będą zadbane, zaopiekowane i kochane. Będą przy człowieku - przyznaje Anna Zielińska, jedna z założycielek stowarzyszenia.
Obydwie sprowadziły się w jedno miejsce, a spotkały u weterynarza i tak to ratowanie bezpańskich zwierząt się zaczęło.
- Zaczęłyśmy ratować psy przed schroniskiem w Chrcynnie; adoptowaliśmy, zabieraliśmy je stamtąd. Zaczęliśmy współpracować z gminą, żeby chociaż pokrywała koszty kastracji, szczepień, a my szukaliśmy domów dla tych psów. Trafiliśmy też na wspaniałych ludzi, którzy pomogli nam zorganizować się w tym ośrodku - wspomina Aldona Sucharzewska, prezes Stowarzyszenia Na Rzecz Ochrony Zwierząt Nasielsk.

Obecnie w schronisku w pobliskim Ciemniewie jest około 60 psów i 20 kotów. - Koty mają klimatyzację, legowiska, drapaki, poduszeczki, wszystkie mają swoje miski, i co najważniejsze - mają ciepło. Są regularnie szczepione, wszystkie wykastrowane. Dobieramy je tak, aby między nimi nie było konfliktów. Szykujemy się do wiosny, bo pewnie będzie dużo porzuconych kociąt - kontynuuje pani Aldona. - Psom stworzyliśmy takie warunki, jak najlepsze mogliśmy stworzyć. W jednym budynku mamy piec, który pracuje pełną parą, mamy ogrzewanie podłogowe. Tutaj są takie mniejsze pieski oraz starsze, w pomieszczaniu jest również klimatyzacja. W drugim obiekcie posiadamy piec nadmuchowy - w te największe mrozy było 10 stopni na plusie, więc miały komfortowo. Psy w kojcach też nie marzną, bo zrobiliśmy tak, że budy są podgrzewane, wyściełane słomą, żeby miały po prostu miękko. Mają podwójne podłogi, zamontowaliśmy kable grzewcze - wyjaśnia prezes stowarzyszenia. - Mamy wolontariuszy, tzw. Marcinków z Warszawy, wykładowców na uniwersytetach i oni nam każdej zimy bardzo pomagają. Te budy są umieszczone w drewnianych domkach, więc jak wchodzimy do domu to już jest ciepło.
Jak wygląda proces adopcyjny, o tym mówi wiceprezes Anna Zielińska: - Dajemy ogłoszenia na całą Polskę, staramy się wszystkie informacje na temat danego psa opisać, a osoby zainteresowane prosimy o wypełnienie ankiety, która nie zawiera danych wrażliwych, po prostu pozwala nam poznać przyszłych opiekunów. Po ankiecie obdzwaniamy takie osoby, jeszcze raz omawiamy szczegóły w razie pytań i zapraszamy na miejsce na zapoznanie się z psem. Jeżeli wszystko jest ok, to pies zostaje wydany. Chyba, że piesek jest szczególnie lękliwy, potrzebuje kilku spotkań, wtedy od razu zaznaczamy, że potrzeba czasu, żeby zwierzę mogło się przyzwyczaić, poznać zapach, żeby nie trafiało od razu w miejsce gdzie będzie mu się trudno odnaleźć. Nie chcemy dostarczać mu dalszych negatywnych emocji. Najtrudniejszy w tej pracy jest widok skrzywdzonych zwierząt, to w jakiś sposób dobija nas emocjonalnie, a z drugiej strony daje siłę, aby dalej to robić i nie zostawiać zwierząt bez pomocy. Naszą ideą nie było robienie tak dużego ośrodka, ale chciałyśmy, aby te psy, które zabezpieczamy, miały namiastkę normalnego domu, gdzie będą zadbane, zaopiekowane i kochane. Będą przy człowieku. Hasło, które nam przyświeca, brzmi: dobre schronisko to jest puste schronisko, i to jest 1500 procent prawdy, niemniej te zwierzęta niestety do nas trafiają, więc chcemy im zagwarantować jak najlepsze warunki i przygotowanie do dobrej adopcji. Wbrew pozorom to one dają mi dużo siły i pozytywnych emocji.
Na miejscu działa w pełni wyposażony gabinet weterynaryjny. Diagnostyka i leczenie są dostępne od ręki – często to właśnie szybka reakcja ratuje życie. – Najczęściej trafiają tu zwierzęta porzucone, wychudzone, wycieńczone, odwodnione. Od razu robimy badania krwi i monitorujemy ich stan zdrowia - mówi weterynarz Stanisław Szymczyk. – Mamy tu wszystko urządzone, co potrzebne; analizatory do morfologii, do biochemii, mamy kardiomonitor, monitor pacjenta w czasie zabiegów - wymienia.

Schronisko nie tylko ratuje, ale działa też przez zapobieganie. Stowarzyszenie prowadzi darmowe akcje kastracji i sterylizacji dla mniej zamożnych właścicieli. Współpracuje również z samorządami gmin, realnie ograniczając problem bezdomności. - To, co wypłynęło teraz, bo działo się to od lat, jest efektem braku kastracji, braku ograniczenia rozmnażania się tych psów i kotów na wsiach. W mieście jest więcej klinik, lepszy dostęp do gabinetów. My mamy swój gabinet, swojego lekarza i dla nas jest to niesamowicie pomocne mieć taki gabinet. To duży komfort, kiedy nie trzeba wsadzać psa w auto i jechać 30 km, żeby na przykład sprawdzić mu ucho - podkreśla Aldona Sucharzewska. - Prowadzimy non stop kastrację, chcemy w pierwszej kolejności pomóc osobom starszym, których nie stać na taki zabieg, ale tak naprawdę nie odmawiamy nikomu. Dla nas ważniejsze jest, aby ta suka i kotka nie rodziła, niż pieniądze, które staramy się jakoś zdobywać. Ważna jest edukacja, świadomość, żeby zgłaszać się do nas na te kastracje.
Stowarzyszeniu przyda się każdy rodzaj pomocy. - Prąd, ogrzewanie, opał - na to wydaliśmy już od listopada 30 tys. zł. To dla nas duże pieniądze. Musimy przerzucać te środki z kastracji na opał. Ważna jest też karma, więc każda pomoc jest dla nas bezcenna. Mamy też na utrzymaniu kilkadziesiąt psów na wsiach – pomagamy gospodarzom, wozimy budy, karmę, kastrujemy, mamy te psy co miesiąc pod kontrolą. Wszyscy są z tego pomocy zadowoleni - możemy pomóc, a nie musimy ich zabierać. Zapraszamy też do nas oczywiście wolontariat - kończy pani Aldona.
[ZT]26366[/ZT]
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu plonskwsieci.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Przy ulicy Pułtuskiej miałby powstać schron
Kto to wymyślił? Geniusz! Dawaj dalej
zachwycony
14:45, 2026-03-01
W samej bieliźnie drogą krajową nr 50...
Gdyby nie tacy ludzie, nasz świat byłby bardzo nudny. Pozdrawiam tego człowieka!
Fajne
10:42, 2026-03-01
W samej bieliźnie drogą krajową nr 50...
On służb nie wzywał to niech go nie karzą za akcje
Tomek
10:39, 2026-03-01
W samej bieliźnie drogą krajową nr 50...
Może morsował, albo poczuł wiosnę ...
W
10:22, 2026-03-01