Zamknij
REKLAMA

'Sinousty' - kat z Płońska. (...) Ludzie bardzo się go bali, bo słynął z okrucieństwa i całkowitego oddania gestapo (...)

16:42, 10.11.2020 | D.T
Skomentuj Na płońskim rynku w latach niemieckiej okupacji - rok 1940 [Zdjęcie ilustracyjne/dzięki uprzemości Pracowni Dokumentacji Dziejów Miasta Płońska]
REKLAMA

Volksdeutsch i szmalcownik, który z czasem zamienił się w gorliwego gestapowca, utrwalił się w pamięci płońszczan jako najokrutniejsza postać czasów okupacji na naszym terenie.

Przybył do Płońska z Kazunia. Już wcześniej podpisał volkslistę. W Płońsku współpracował z dworna gestapowcami. Do dziś nie jest znane jego prawdziwe nazwisko. Mieszkańcy Płońska nazywali go ,,Sinoustym” - od koloru jego ust.

Chodził pokracznie, a ludzie, widząc go z oddali, zawczasu schodzili mu z drogi. Mógł zabić albo aresztować bez jakiegokolwiek powodu. Mieszkał przy ulicy Ogrodowej, ale urzędował przy rynku, w budynku miejscowego gestapo. Przy jego udziale odbyły się aresztowania członków płońskiego podziemia, których rozstrzelano później w Palmirach. ,,Sinousty” przyczynił się również do wywiezienia do obozu zagłady Jurka Rutkowskiego, wnuka zasłużonego dla Płońska Leona Rutkowskiego. Uczestniczył również w mordzie rodaków przy ulicy Krzywej.

Zakopani na drodze

- Nienawidził Polaków, choć nie był rodowitym Niemcem – opowiadał nieżyjący już Henryk Stawski, który całą okupację spędził w Płońsku. - Ludzie bardzo się go bali, bo słynął z okrucieństwa i całkowitego oddania gestapo. Wszędzie, gdzie coś się działo złego w Płońsku w latach wojny, pojawiała się jego pokraczna postać. Pamiętam, że kiedy odkryto zbrodnię przy ulicy Krzywej, okoliczni mieszkańcy przywoływali jego nazwisko. W domu przy tej ulicy mieszkało dwóch gestapowców: Schmidt oraz Fogt. W pierwszych tygodniach po wyzwoleniu byłem świadkiem odkopania ciał trzech Polaków. Zostali zamordowani, a następnie zakopani na drodze prowadzącej do domu gestapowców. Kaci przez niemal pół roku codziennie chodzili po grobach swoich ofiar. Ta zbrodnia była głośno komentowana w Płońsku. ,,Sinousty” najprawdopodobniej zmusił tych Polaków do przyjścia do domu, a gestapowcy ich zabili. Być może wchodził w grę mord na tle rabunkowym, bo to byli rzekomo bogaci ludzie - zastanawiał się Stawski.

Kara za dziadka

,,Sinusty” przyczynił się również do bezpodstawnego aresztowania wnuka dr Leona Rutkowskiego. W październiku 1943 roku na Piaskach spaliła się stodoła. W tym czasie 12-letni Jurek przebywał w domu z matką. Wystarczyło to jednak, aby ,,Sinousty” rzucił podejrzenia na chłopca. Uparł się, żeby dwunastolatka aresztować, mimo że gestapowcy Schmidt i Fogt mieli wątpliwości, co do winy chłopca. Volksdeutsch był jednak nieugięty. Jurek najpierw trafił do więzienia w Ciechanowie, gdzie przebywał w celi z dorosłymi. Po kilku tygodniach, mimo usilnych starań matki o jego zwolnienie, został wywieziony do obozu w Łodzi. Matka, po uzyskaniu informacji, gdzie przebywa jej syn, pojechała właśnie tam za swoim dzieckiem. Po wielu zabiegach udało jej się otrzymać przepustkę na widzenie. W swojej relacji wspominała: ,,Przez otwartą furtkę widzę, że zbliżają się dwaj chłopcy, którzy trzymają się za ręce, ale w żadnym z nich nie rozpoznaje swojego syna. Jeden z nich, silniejszy, prowadzi słabego i chwiejącego się młodszego kolegę. Nagle jeden z nich, wynędzniały szkielecik, słabiutkim głosem mówi ,,mamusia”. Doznałam tak silnego wstrząsu, że z bólu i rozpaczy nie mogłam wymówić słowa, po czym zasłabłam”.

To było ostatnie widzenie matki z synem. Kiedy 16 grudnia 1943 roku przyszła na kolejne widzenie, otrzymała wiadomość, że Jureczek już nie żyje. Matka nigdy nie pogodziła się z tą tragiczną śmiercią.

Jeszcze jedno ze zdjęć płońskiego rynku w czasach II wojny światowej [Zdjęcie ze zbiorów Pracowni Dokumentacji Dziejów Miasta Płońska]

Bił, gdzie popadło

Zatwardziały volksdeutsch mocno dał się we znaki mieszkańcom Płońska. - W czasie okupacji ciężko było zarobić na kawałek chleba - wspominał Czesław Cichocki: - Moja rodzina zajmowała się wyrobem i handlem papierosami. Jakiś Niemiec poskarżył się na nas ,,Sinoustemu”, że robimy mu konkurencję, bo on miał sklep. Gestapowiec odwiedził nas w mieszkaniu. Porozrzucał po całej podłodze tytoń. Ja chciałem to zebrać, to rąbnął mnie pięścią w twarz. A kiedy matka usiłowała mnie zasłonić, chwycił za leżące pudełko i uderzył ją z całej siły w głowę. Upadliśmy oboje. ,,Sinousty” doskonale mówił po polsku, był przecież tłumaczem dla Niemców. Zapowiedział nam, że jeśli będziemy przeszkadzać Niemcom w handlu, to nas załatwi. Trzeba było bardzo na niego uważać, ale jakoś dało się zarobić na utrzymanie, dalej po cichu handlując papierosami – kończył Cichocki.

Tajemnicza egzekucja

W 1945 roku Niemcy pospiesznie opuszczali nasze miasto. Uciekł także ,,Sinousty”. Dotarł do Bydgoszczy, gdzie chciał się jakoś ,,zamelinować”. Ktoś go jednak rozpoznał i dał znać organom bezpieczeństwa z Płońska. Pojechał go zatrzymać funkcjonariusz bezpieki. Nie zatrzymał - zastrzelił na miejscu w Bydgoszczy. Ta pospieszna egzekucja nasuwa wiele pytań. Podobno ,,Sinousty” musiał zginąć przed sprawą w sądzie, aby nie wyjawił nazwisk płońskich kapusiów, z których usług korzystał w latach okupacji.

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (1)

PolakPolak

0 0

Niech smaży się w piekle ....Kocham Cię Polsko 13:26, 11.11.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz