W czasie II wojny światowej w Szkole Podstawowej w Grodźcu był hitlerowski obóz pracy, o czym obecnie przypomina pamiątkowa tablica [Foto zbiory szkolne]
Na terytorium okupowanej Polski robotnicy przymusowi skoszarowani byli w 1789 obozach pracy. W tzw. rejencji ciechanowskiej rozlokowane były, w okresie okupacji, 43 obozy pracy i karne obozy pracy, które w rzeczywistości spełniały funkcje obozów zagłady. Oto historia kolejnego z nich, zlokalizowanego we wsi Grodziec w gminie Czerwińsk, zapisana na kartach Notatek Płockich z 1989 roku w rozdziale pt.: ,,Obozy pracy w rejencji ciechanowskiej" Marka Tadeusza Frankowskiego.
Na północny wschód od Wyszogrodu, w niewielkiej wiosce Grodziec 11 lipca 1940 roku powstał Arbeitslager. Podobnie jak w obozach w Smardzewie i Gralewie rozlokowano go w budynku zamkniętej przez okupanta szkoły powszechnej. Przeciętnie przebywało w nim od 200 do 280 Polaków i Żydów. Budynek szkoły wraz z budynkami gospodarczymi ogrodzono płotem z drutu kolczastego. Warunki życia w obozie były ciężkie. Wachmani stosowali wobec więźniów cały system szykan, który obliczony był na złamanie psychiczne i zastraszenie więźniów. Przybyłych do obozu poddawano swoistej „obróbce". Odbywało się to przy wtórze wulgarnych wyzwisk i przekleństw, bicia przerażonych, brutalnym traktowaniem ludzi. Henryk Bojanowski był świadkiem sprowadzenia do obozu grupy więźniów.
„(...) Spędzono grupę około 300 osób i wszystkich bito. Niemcy mieli psy, które rzucały się na więźniów, rwały ubrania i kąsały ciała ludzkie (...)".
Więźniowie spali na legowiskach pokrytych cienką warstwą słomy. Czasami do przykrycia wydawano zniszczone koce. Z powodu braku łaźni i umywalni więźniowie chodzili brudni. Nic więc dziwnego, że w tych warunkach i przy nadmiernym zagęszczeniu wybuchła w obozie epidemia tyfusu. Częste były przypadki mordowania więźnów, którzy nie wytrzymywali tempa pracy. Więźniowie zdawali sobie sprawę, że praca ponad siły jest ceną za ich życie. Kto nie był w stanie pracować, ten ginął pod ciosami kolb karabinowych, zabijany łopatą lub pałką strażnika. Stefan Bartczak, posiadający nieopodal obozu pole, słyszał dochodzące stamtąd „płacz, jęki i bicie". Były więźnień Stanisław Buszyński przez 6 tygodni 1940 roku więziony w obozie, widział jak podczas budowy drogi strażnicy zatłukli kijami i kolbami karabinowymi więźnia. Świadek zeznał, że więźnia masakrowano przez pół godziny. Więźniowie pracowali przy budowie dróg. Prace te wykonywano przy pomocy najprymitywniejszych narzędzi, jak kilofy, łomy, łopaty. Powszechnym zjawiskiem było wykorzystywanie więźniów do ręcznego noszenia ciężarów, lub też zaprzęganie — przeważnie Żydów — do wozów, którymi przewożono materiały budowlane. Była to praca katorżnicza nawet dla zdrowego i dobrze odżywionego człowieka. Gdy słaniający się z osłabienia więzień nie miał już siły pracować, strażnicy zabijali go styliskiem od łopaty lub kolbą karabinu. Przerażeni ludzie woleli ginąć od kul strażników, pozorując ucieczkę z miejsca pracy, niż konać pod ciosami. Czesław Kraczewski widział taki epizod:
„(...) Z daleka widziałem jak strażnicy coś mówią do „Warszawiaka". Więzień ten odwrócił się plecami w stronę strażników. Szedł przed siebie powoli, nie oglądając się za siebie. Gdy tylko odwrócił się, zobaczyłem, że każdy z tych trzech strażników podnosi karabin i celuje w stronę „Warszawiaka". Usłyszałem huk wystrzałów (...). Strażnicy podbiegli do niego (...)
Powrót komand do obozu po całodziennej wyczerpującej pracy przedstawiał tragiczny widok. Współwięźniowie nieśli zwłoki zabitych podczas pracy. Zygmunt Cichocki, którego gospodarstwo znajdowało się w pobliżu drogi, mówił o powrocie takiej grupy: „(...) Przechodzili oni przez pewien okres czasu obok moich zabudowań. Niektórzy z nich byli wycieńczeni do tego stopnia, że ledwo szli. Na budowie drogi od świtu do zmierzchu musieli oni tłuc kamienie i wozić ziemię taczkami".
::addons{"type":"history"}
W obozowych warunkach więźniowie bardzo szybko niszczyli ubranie i bieliznę, toteż już po krótkim pobycie w obozie chodzili w łachmanach i strzępach bielizny. Czas pobytu więźniów — Polaków — w obozie wahał się od kilku tygodni do kilku miesięcy. Przy głodowych racjach żywnościowych i niewolniczej pracy po kilku tygodniach pobytu w obozie u więźniów zaczęły występować objawy skrajnego wyczerpania, co doprowadzało do osłabienia tempa pracy. Powodowało to dalsze bicie i szykany i w konsekwencji doprowadzało do śmierci więźnia, jeżeli wcześniej nie został zwolniony z obozu. Więźniowie — Żydzi nie mieli praktycznie żadnych szans przeżycia, gdyż ich nie zwalniano z obozu. Osłabionych, nie mogących wydajnie pracować — zabijano. Henryk Bojanowski stwierdził, że podczas jego czteromiesięcznego pobytu w obozie w 1941 roku widział osiem faktów rozstrzeliwania więźniów.
„Wśród zamordowanych — mówił — znałem Gąsiorowskiego z Jabłonny, Wł. Piekuta z Przybojewa, Lucjana Gwiazdę z Chociszew, Lucjana Piekuta z Miączyna (...)"
Obserwował on rozstrzeliwanie więźniów z odległości od 30 do 50 metrów. Wiele zabójstw indywidualnych wynikało z okrucieństwa, bezkarności i sadyzmu strażników. Mieczysław Tomaszewski widział makabryczną zbrodnię zasypania ziemią trzech żywych ludzi.
„(...) Wachmani kazali tym Żydom położyć się, po czym przywieziono kilka wózków piachu i zasypano ich".
Najczęściej więźniów, którzy byli chorzy lub wycieńczeni, mordowano na terenie obozu, gdy inni współwięźniowie pracowali poza obrębem obozu. Stanisław Żółtowski, który zabierał z obozu obierki, opowiadał o zabiciu młodego chłopca pochodzącego z Warszawy.
„(...) Byłem wówczas na terenie obozu i widziałem jak chłopiec ten na polecenie komendanta wyszedł z sali w kierunku schodów. Za nim szedł komendant trzymając karabin, a na końcu szedł Steik. Ja w tym czasie wchodziłem już do sali. W pewnym momencie usłyszałem strzał. Gdy obejrzałem się zobaczyłem, że chłopiec upadł. W pobliżu niego stał komendant trzymając karabin. Steik nie miał wówczas przy sobie broni (...).
Żółtowski, po zabraniu obierek, powrócił po upływie okło 30 minut. Zobaczył, że chłopak leży w kałuży krwi, jest tylko ranny i strasznie cierpi. Zwrócił się wówczas do wachmana Steika, aby pomógł rannemu.
„(...) Steik poszedł wówczas do komendanta i przyprowadził go ze sobą. Komendant strzałem z pistoletu w tył głowy dobił rannego (...)".
Tego typu egzekucji doknywano na terenie obozu bardzo często. Stanisław Żółtowski mówiąc o tych sprawach stwierdził:
,,(...) Sam bardzo często uczestniczyłem w grzebaniu pomordowanych (...)".
Polaków i Żydów z obozu w Grodźcu zabijano także w bliskim sąsiedztwie katowni. Z udokumentowanych materiałów wynika, że w pojedyńczych egzekucjach, o takim charakterze zamordowano: Edwarda Szymborskiego, Kazimierza Gmurka, Stanisława Treibera, Stefana Chojnackiego, Wincentego Krzemińskiego, Helenę Górecką — żonę oficera Wojska Polskiego z Płońska, Leokadię Budek, Franciszka Gąsiera, Boruńskiego vel Bonańskiego oraz wielu innych, których nazwisk nie udało się ustalić. Po wielu latach od zakończenia wojny, gdy czas zaciera w pamięci ludzkiej nazwiska i fakty, trudno jest ustalić pełny wykaz zbrodniarzy z obozu w Grodźcu. Jak wynika z badań autora, w skład strażników i obsługi obozu wchodziło około 30 ludzi. Rekrutowali się oni z kolonistów niemieckich i zdeprawowanych volksdeutschów z okolicznych terenów. Oto ustalone nazwiska: Aleksander Teiss, Kowalewski, Ryszard Muller z Żukowa, Mulcon, Rynau, Prokop i Litke — obaj ze Śladowa, Steik, Klukas, Schafryk, Brandt, Hinkelman, Rudolf Wittke, Ferhof vel Herkoft Drużyński, Milkę, Wycke, Ogórek, Treichel, Leske M.
Obóz w Grodżcu zlikwidowano 20 lutego 1943 roku. Ocenia się, że przewinęło się przez niego około 3 tysiące osób, w tym znaczna ilość Żydów polskich, których wymordowano podczas katorżniczej pracy.
Ciąg dalszy nastąpi...
T18:12, 23.02.2020
Niemcy.... Tyle w tym smutnym temacie.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu plonskwsieci.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Policja o przypadku przemocy domowej
Radiowóz brudny
Tyt
21:27, 2026-04-04
Budowa stadionu w Płońsku na finiszu. Inwestycja gotowa
Lepiej nie burmistrz fotę szczeli sobie z górą piachu na naszych ulicach i chodnikach. Na obwodnicy za wedelkami idzie się jak po plaży
Brawo
19:39, 2026-04-04
Zapadł wyrok w sprawie burmistrza Nowego Miasta
Wojsko,Policja,SW,Sop,Straż Graniczna,każda formacja uzbrojona robi największą robotę w tym kraju,straż pożarna to nieuzbrojona formacja,powinna być jak straż miejska pod miejscowy samorząd i bez przywilejów,w Osp robią to samo ,prawie charytatywnieW psp łażą do psychiatrów i psychologów żeby załatwić % do emerytury, w służach z bronią typu sw, policja nie bo gdyby zabronili im kontaktu z bronią to by zabrakło dla nich etatów bez broni na jednostce i burtaStrażacy nie strajkują bo mają dużo wolnego i dorabiają drugą pensjęW straży nie brakuje ludzi do pracy.Straż jest formacją nieuzbrojoną,nie powinni być podpięci pod mswia i mieć przywilejów emerytalnych,powinni być jak straż miejska pod miejscowym samorządem.PSP ŻARTOBLIWIE SAMI STRAŻACY NAZ. NOCLEGOWNIĄ BO WYSPANI PO 24 H IDĄ DO DRUGiej roboty w bhp albo lotnisko modlin, na tiry albo handlują cebulą bo mają gospodarstwaStrażaki z psp dorabiają w bhp ,lotnisko modlin w straży lotniska,handlują cebulą na fb i jeżdżą na tirach,ciekawe czy mają zgody przełożonych?wyspani po nocy bez wyjazdu zabierają prace innymW psp w małych miastach robota jest z polecenia po znajomości,ojciec odchodzący na emeryt. Wstawia na swoje miejsce syna ,albo wójt jakiejś gminy poleca kogoś z osp
Darek
11:01, 2026-04-04
Policja o przypadku przemocy domowej
Kara bez wyroku i bez udowodnienia winy. Potem się dziwią, że nie ma ślubów i urodzeń.
Kara bez wyroku.
08:23, 2026-04-04