Zamknij
REKLAMA

Komunistyczna prowokacja czy zryw mieszkańców Płońska?

10:48, 02.05.2021 | D.T
REKLAMA

(Więzienie w Płońsku/foto: z książki ''Urodziłem się w Płońsku)

Odzyskanie w 1918 roku niepodległości przez Polskę, przyniosło wielką radość, a także duży zamęt i niepewność jutra. Władza dopiero co się organizowała. Nie funkcjonowały w pełni struktury administracyjno – państwowe. W dodatku coraz głośniej mówiono o zagrożeniu ze strony bolszewickiej Rosji. Podobnie było w Płońsku. Braki w zaopatrzeniu, kolejki przed sklepami, brak opału, a także pomocy medycznej wzmagało poczucie rozdrażnienia. Ludzie oczekiwali czegoś więcej. Kiedy tymczasem młode państwo ledwie się odrodziło.

W Płońsku podobnie, jak i w innych miastach polskich, panowała atmosfera szukania wrogów. Władza wskazywała na agentów bolszewickich, pozostawionych jako V kolumna. I na komunistów, którzy sprzyjali swoim rosyjskim towarzyszom.Kolejki po chleb i stały wzrost cen dodatkowo wzmagały agresję wśród mieszkańców.Po Płońsku krążyła policja węsząc i szukając agentów. Na jej czele stał komisarz Bidersztat. Uchodził on za nadgorliwca i okrutnika. Władza zwierzchnia uznała jednak, że na czas przejściowy nadaje się jak nikt inny. Na wiosnę 1919 roku kierował zdławieniem strajku rolników w powiecie płońskim.

Tragiczne wypadki

Na początku lipca 1920 roku, w czasie kiedy nawałnica bolszewicka szła już na Polskę, w Płońsku doszło do nocnej pobudki. Mieszkańcy zostali wyrwani ze snu przez głos strażackich dzwonów alarmowych. Jednocześnie odezwały się dzwony kościelne.

Strwożeni mieszkańcy wybiegli na ulicę. Nie pamiętano podobnej sytuacji. Ludzie zabierali ze sobą wiadra i wodę, zaprzęgano konie do wozów, aby pomóc strażakom w transporcie.

Nie pożar okazał się jednak powodem użycia syren i dzwonów. W rynku zebrał się tłum ludzi, oburzonych tym czego się dowiedzieli jedni od drugich.

W nocy z 2 na 3 lipca komisarz policji Bidersztat patrolował razem ze swoimi podkomendnymi ulice miasta. Od pewnego czasu na murach płońskich budynków rozklejano ulotki komunistyczne, wzywające do pojednania z bolszewikami i przyjęcia Armii Czerwonej jako tej, która niesie sprawiedliwość społeczną. Rozrzucano także literaturę komunistyczną. Policja miała wyłapać sprawców tych czynów.

Patrol tej nocy natknął się na grupę młodych ludzi. Zostali wylegitymowani. Jednak nie obyło się bez słownych utarczek i szarpania. Młodzi ludzie, choć wywodzący się ze środowisk robotniczych, nie angażowali się w politykę. Raczej w nocne życie.

Tego, który zaczął sobie drwić z komisarza, zaciągnięto do magistratu przy rynku. Tam wrzucono go do piwnicy i sam komisarz zaczął go bestialsko przesłuchiwać. Katowany zaczął wydawać nieludzkie głosy. Obudziło to okolicznych mieszkańców. Na rynku szybko zebrał się tłum. A co niektórzy pospieszyli do straży i kościoła, aby biciem w dzwony obudzić mieszkańców.

Ludzi przybywało, a co odważniejsi udali się po krótkim czasie do budynku magistratu. W piwnicy ujrzeli zmaltretowanego młodego mężczyznę, który znany był jako murarz Staszek. Załoga komisariatu nie dała oporu nacierającym. Nie potrafiła także określić, gdzie podział się komisarz. Jedynie wiadomo było, że zbiegł.

Komisarz wyrzucony przez dach

Tłum udał się do domu komisarza na ulicy Płockiej. Tutaj również zastosowano wariant siłowy. Wyważono drzwi frontowe, a następnie wdarto się do mieszkania szefa płońskiej policji. Nie było go, a domownicy nie byli w stanie mówić.

Kilku śmiałków ruszyło na strych. Tam za kominem znaleźli komisarza w samych gaciach. Nie pozwolono mu się ubrać, popędzono go pod bramy więzienia.

Strażnicy więzienni nie mieli wyjścia, widząc napierający tłum i padające wyzwiska, przyjęli komisarza pod swój więzienny dach. Niemal gołego.

Ludzie jeszcze długo stali przy bramie więziennej pilnując, aby golas nie został wypuszczony.

Dopiero następnego dnia z twierdzy modlińskiej przyjechał oddział wojska i żandarmeria polowa. Przyjechali prokuratorzy z Płocka. Dokonano aresztowań wśród miejscowych komunistów, a także innych uczestników wydarzeń.

Komisarz wyszedł na wolność, a do płońskiego więzienia trafiło kilkadziesiąt osób uczestniczących w zajściach. Nie zapadły jednak żadne znaczące wyroki.

Przy pisaniu artykułu korzystałem z książki pt.: ,,Urodziłem się w Płońsku” Stanisława Kościelewskiego.

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (2)

JaJa

3 1

Można by pomyśleć że historia zatacza koło. 15:03, 02.05.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

AchAch

16 2

Jakże autor wielbi tych komunistów. Jacy według niego to męczennicy. 15:27, 02.05.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
0%