Zamknij
REKLAMA

Katarzyna Chojnacka: - Nie żyjemy już w czasach rycerzy i księżniczek [Wywiad PwS]

08:38, 11.04.2019 | Rozmawiał Dawid Ziółkowski
REKLAMA
Skomentuj
- Wszystko jest dla nas ludzi, bez względu na płeć. Nie żyjemy już w czasach rycerzy i księżniczek - mówi świeżo upieczona mistrzyni Polski w biegu 24-godzinnym w swojej kategorii wiekowej [Foto: zbiory prywatne]

Jej przygoda z aktywnością fizyczną trwa od wczesnego dzieciństwa. Jako dorosła kobieta szczególnie upodobała sobie sporty ekstremalne Kilka dni temu zdobyła tytuł mistrzyni Polski w kategorii K-20, pokonując dystans 166 km w biegu 24-godzinnym. Z Katarzyną Chojnacką, która pochodzi z Nowego Miasta, porozmawialiśmy o jej pasji do biegania i czemu, według niej, jest ona „lekiem na całe zło”. 

[Dawid Ziółkowski] W jakich okolicznościach narodziła się Pani pasja do sportu?

[Katarzyna Chojnacka] Moja pasja do sportu przyszła na świat razem ze mną 28 lat temu. Od dziecka nie stroniłam od aktywności fizycznej. Już w szkole chętnie brałam udział w różnego typu zawodach,  a najczęściej były to biegi.

Z tego co można zaobserwować na Pani facebookowym profilu, to Pani największą "miłością" jest właśnie bieganie. Czemu akurat ta dyscyplina? 

Trafna obserwacja, tak. Zdecydowanie bieganie to moja pasja. Dlaczego akurat bieganie? Ponieważ gdy zakładam buty i biegnę przed siebie, to jakbym wkraczała w taki inny, lepszy świat. Czuję się wtedy po prostu wolna jak ptak. Z dala od wszystkich problemów, codziennej monotonii. Bieganie pozwala mi poznać siebie, swoje wnętrze, szczególnie w chwilach wielkiego zmęczenia. Kształtuje charakter, uczy cierpliwości, szacunku i pokory do drugiego człowieka. Polecam każdemu. Jest lekiem na całe zło.

Bierze Pani udział w maratonach, biegach ekstremalnych, skacze na bungee. Jednym słowem człowiek renesansu - czemu akurat wybiera Pani tego typu aktywności?

Hmm...te ekstremalne "wybryki" to raczej czas przeszły (ale na pewno jeszcze nie jedne się pojawią), bo obecnie skupiam się głównie na biegach ultra. Po prostu korzystam z życia. Przełamuję swoje mniejsze lub większe słabości też w ten sposób. Jedni w weekend wolą imprezy, inni taplanie się w błocie, czy skoki na bungee. Taka odskocznia od rzeczywistości. Każdy ma swój sposób.

Myśląc stereotypowo, to uprawia Pani dyscypliny sportu przeznaczone raczej dla mężczyzn.

Strzał w 10 - "myśląc stereotypowo". To błędne myślenie niestety. Wszystko jest dla nas ludzi, bez względu na płeć. Nie żyjemy już w czasach rycerzy i księżniczek.

Bierze Pani udział w takich imprezach po prostu dla siebie, żeby przesuwać próg wytrzymałości, czy wynik końcowy także się liczy?

Zawsze mam w głowie jakieś cyferki, zakładając ile np. przebiegnę i na którym miejscu wyląduje, ale często ciężko cokolwiek przewidzieć. Nazwiska rywali nie zawsze są nam znane, pojawiają się nowi, nie wiadomo czego się spodziewać. Tak więc celem jest głównie bycie lepszym niż poprzednim razem. Lepszym od samego siebie, i to żeby nie dać się złamać kryzysom. Żeby umieć wstać po każdym upadku i zakończyć bieg z czystym sumieniem, że zrobiło się wszystko. I na tym się skupiam.

Zdarzyło się już, że po jednym z takich eventów organizm odmówił Pani posłuszeństwa?

Oprócz chwilowych spadków energii, co jest zupełnie normalne, nic poważnego się nie przydarzyło do tej pory. Ale ja na dobrą sprawę dopiero zaczynam swoją przygodę z ultra.

Przejdźmy może do najświeższego występu - 12. Mistrzostwa Polski w Biegu 24-godzinnym w Supraślu. Skąd wziął się pomysł na wzięcie w nim udziału?

Pomysł zrodził się już w ubiegłym roku. Przyjaciel Tadeusz Sekretarczyk, który jest jednocześnie moim trenerem, startuje, śmiem powiedzieć regularnie, w takich biegach i pomyśleliśmy, że fajnie by było skoro i tak tam będę, sprawdzić jak to jest, jaka będzie reakcja organizmu, głowy, czy będę chciała biegać takie dystanse, czy może jednak powiem dość. Decyzja była szybka. Chcę spróbować. No i spróbowałam. Nie jechałam tam rywalizować tylko zobaczyć jak to jest, ile wytrzymam. Bieg odbył się w sierpniu 2018 w miejscowości Łysese koło Ostrołęki. I powiem szczerze była to cenna lekcja. Po 100 km biegu zeszłam z trasy. Przespałam około 5 godzin i potem jakimś cudem doczłapałam 38 km. Tadeusz zdobył wtedy tytuł Mistrza Polski M-50. W tym roku cel był jasny - poprawić wynik z poprzedniego roku, nie powtarzając błędów no i oczywiście bez drzemek. Udało się!

166 km w ciągu 24 godziny - to ekstremalny wysiłek dla organizmu. Zdobycie tytułu mistrza Polski w swojej kategorii wiekowej po tym biegu jest dla Pani największym sukcesem?

Dla mnie osobiście największym sukcesem jest duma w oczach trenera (niema nic piękniejszego) i to ze nie złamałam się jak w poprzednim roku, że bliska upadku (bo i takie momenty były) potrafiłam wstać i walczyć dalej. Długo nad tym pracowałam. To jest mój sukces bo wiem, że zaprocentuje to w codziennym życiu. Tytuł jest i może go nie być, a to co ukształtowało się podczas tych 24h zostanie na zawsze.

Jaka ekstremalna impreza jest kolejna w Pani kalendarzu?

Na pewno głównym celem są mistrzostwa Czech w biegu 24h w lipcu. Po drodze będzie pewnie kilka innych startów w UK [Wielka Brytania - przyp. red. ], bo tutaj obecnie mieszkam, ale to już będziemy ustalać z trenerem jak organizm odreaguje miniony weekend.

(Rozmawiał Dawid Ziółkowski)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (1)

HaHa

3 0

Hahah jestem fit wege i go..o 17:44, 11.04.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

© plonskwsieci.pl | Prawa zastrzeżone