Zamknij
REKLAMA

Witold Grzebski: lokalny bohater, który przeżył więzienną gehennę

20:00, 13.04.2021 | D.T
Skomentuj 11 października 1994 r. Czerwińsk. Witold Grzebski wygłasza okolicznościowe przemówienie z okazji poświęcenia pamiątkowej tablicy
REKLAMA

Witold Grzebski, rocznik 1921, w czasie okupacji należał do najodważniejszych dowódców na Mazowszu. Wychowany w duchu patriotyzmu i miłości do ojczyzny już na początku 1940 roku wstąpił do konspiracji. W latach 1942 do połowy 1944 pełnił funkcją Komendanta Narodowych Sił Zbrojnych na powiat płoński. Następnie został zastępcą Komendanta AK Obwodu Płońskiego. Po wojnie nie złożył broni, po rozwiązaniu Armii Krajowej ponownie wstąpił do NSZ. Wrócił na stanowisko Komendanta Powiatu Płońskiego. 'Motor', bo taki był jego pseudonim, Walczył w podziemiu. W 1948 roku został aresztowany i skazany na 15 lat więzienia.

Więzienny los

Najpierw przebywał w więzieniu we Wrocławiu. Potem został przewieziony do Płońska ,a następnie do Warszawy. W 1950 roku został przetransportowany do Wronek pod Poznaniem. Dostał się do celi, gdzie kiedy jedni spali, drudzy musieli stać lub co najwyżej klęczeć. Taki był ścisk.

Podczas lata więźniowie kolejno podchodzili pod okienko, bo zaduch w celi był nie do wytrzymania. Zimą okienko nadal było bez szyby, ale w piecu nie napalono ani razu. Za tow najbardziej upalne dni strażnicy rozpalali piec, że nie można było się do niego dotknąć. Więźniowie mdleli, były przypadki udarów i zawałów. Ci więźniowie już nie wracali. Zostali przeznaczeni na powolne umieranie.

Brama do piekła

Nim jednak wpuszczono więźniów na teren więzienia, najpierw zmuszano ich do odbycia rytuału. Musieli klęczeć przed bramą więzienia i modlić się do Boga, by zechciał ich wpuścić do środka. Potem była łaźnia, czyli rozbierano więźniów do naga i skierowano pod prysznic z lodowatą wodą. Witoldowi Grabskiemu udało się przemycić w ustach krzyżyk z Jezusem. To była jego relikwia dająca nadzieję na przetrwanie.

Po okresie przebywania w przeludnionej celi trafił do pojedynczej o wymiarach trzy metry na metr. Raz dziennie wyprowadzano go z tej celi na kilkuminutowy spacer. Jadłospis był prosty i niezmienny. Rano i wieczorem kawa zbożowa, na obiad zupa i kasza z robakami. Trzeba było ją jeść z zamkniętymi oczyma. Musiała wystarczyć kromka chleba. Odwiedziny były rzadkie i w towarzystwie klawiszy. Sprzątanie polegało na wylewaniu dwóch kubłów wody do celi. Więzień spał na sienniku wyłożonym prześcieradłem. Na przykrycie musiał wystarczyć pogryziony przez mole koc. Grzebski miał jednak coś jeszcze, krzyżyk, z którym nie rozstawał się do końca życia.

Uderzany kluczem w żebra

Co pewien czas, najczęściej nocą, do celi Grzebskiego wchodził ubek, specjalizujący się w przesłuchaniach. Zadawał podobne pytania. Dotyczyły władzy ludowej. Ilu zabiłeś przedstawicieli władzy? Czy już zmądrzałeś? - pytał funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa. Podczas przesłuchania używał klucza, którym uderzał więźnia w żebra.

Najgorzej było zimą. Nie można było w celi chodzić w swetrze i skarpetkach. Grzebski wyprowadzany na spacer w okresie zimy pod koszulę wciskał prześcieradło. Zamiast skarpetek utykano kawałki gazet, które więźniowie otrzymywali do potrzeb higienicznych.

Potem Witold Grzebski został przeniesiony do celi zbiorowej. Został nawet oddziałowym. Udało mu się rozszyfrować kapusia, który donosił do przełożonych. Informacje dotyczyły tego co więźniowie mówili między sobą, zwłaszcza w odniesieniu do władzy ludowej.

Grzebski zachowywał się odważnie. Ostro reagował na pytania kapusia. Musiał on zostać zabrany z celi, bo nikt już z nim nie chciał gadać.

17 lipca 1994 r. Baboszewo. Poświęcenie sztandaru. Jego tzw. rodzicami chrzestnymi byli: Teresa Obrębska i Witold Grzebski

Praca w kamieniołomach

Po śmierci Stalina w 1953 roku stosunek do osadzonych nieco zmienił się na lepsze.Niestety u Witolda Grzebskiego stwierdzono chorobę płuc. Zachodziła obawa, że może umrzeć. Zbadano go i w 1955 roku zwolniono.

Sam Grzebski tłumaczył swoją chorobę przesłuchaniami, kiedy kazano rozebrać mu się do naga, a następnie bito go czym popadło. To wówczas odbito mu płuca.

Ostatnie miesiące kary, mimo zwolnienia z Wronek, Grzebski musiał odpokutować pracując kilka miesięcy w kamieniołomach w Strzelcach Opolskich. Taka adaptacja do normalnego życia, dokonana na wrogu ludu.

W latach dziewięćdziesiątych Witold Grzebski odwiedzał jeszcze Płońsk, gdzie 12 listopada 1996 r. uczestniczył w poświęceniu tablicy pamiątkowej na murach Parafii pw. Świętego Michała Archanioła.

Witold Grzebski, honorowy obywatel Płońska, zmarł na początku 2011 roku. Został pochowany w kwaterach ŚZŻ AK na warszawskich Powązkach.

Przy pisaniu tekstu korzystałem z książek pt.: ,,Płońsk i ziemia płońska w walce z dwoma okupantami 1939 – 1956”, oraz ,,Płońska Konspiracja Patriotyczna 1939 – 1956”.

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (1)

Pani IgorzePani Igorze

10 1

Nareszcie zaczyna Pan pokazywać, że Płońsk ma swoją historię i bohaterów z wysokiej półki. Ostatnie dwadzieścia parę lat niestety nie pamiętano o tym i zanikała wiedza o chlubnych kartach naszego miasta. Obecnie większość mieszkańców to przyjezdni i mają żałosne pojęcie o naszym mieście, jego dawnych mieszkańcach i historii. Jeden taki to nawet wmawiał mi, że Płońsk powstał na potrzeby Forda i APW. Trzeba więcej takich artykułów o wspaniałych patriotach, którzy tu żyli. 18:30, 14.04.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

0%