Zamknij
REKLAMA

Moją pracę ocenili ludzie, którzy się na niej nie znają... Będę nadal grał i nagrywał - Dariusz „PepciaQ” Daniszewski [WYWIAD PwS]

15:14, 08.11.2019 | Rozmawiał Dawid Ziółkowski
REKLAMA
Skomentuj
Płońszczanin Dariusz 'PepciaQ' Daniszewski już we własnym studiu nagrań [Foto: zbiory prywatne]

Muzyka to jego wielka pasja i sposób na życie. Choć jego konikiem jest perkusja, to wcale nie była ona jego pierwszym instrumentem. O szkolnych czasach, historii swojego przydomku, współpracy z muzykiem z T. Love, rozstaniu z MCK-iem, o tym co podarowała mu babcia Halinka i wiele, wiele więcej… Naszym rozmówcą jest Dariusz „PepciaQ” Daniszewski. 

Stwierdzenie, że poświęcił Pan muzyce całe życie nie będzie przesadą?

Na pewno nie jest przesadą. Chciałem grać odkąd pamiętam, odkąd w mojej małej głowie zakotwiczył rytm. Pukałem jako dzieciak we wszystko co możliwe. Pamiętam jak próbowałem grać kredkami na boazerii w domu i wszystkich tym bardzo denerwowałem. Od samego początku wiedziałem więc, że będzie to perkusja. Ciekawe, że pierwszym instrumentem, na którym sam nauczyłem się grać, była rosyjska siedmiostrunowa gitara, która podarowała mi babcia Halinka. Po prostu w tamtych czasach rzadko kogo było stać na perkusję. Pierwszy zestaw perkusyjny Pearla zawdzięczam mojej mamie. Za ten prezent i w ogóle za wszystko jej bardzo dziękuję. W szkole orłem nigdy nie byłem, tylko z muzyki i wuefu miałem „piątki”. Nie mogłem usiedzieć na miejscu, lekcje były za nudne i za długie. Teraz zapewne stwierdzono by u mnie nadpobudliwość.. interesowała mnie tylko muzyka. Zacząłem sam uczyć się gry na perkusji przebywając ze starszymi kolegami muzykami. Żaden z nich, o dziwo, nie grał na perkusji. Chyba nawet do głowy mi nie przyszła klasyczna szkoła muzyczna. Były lata -80-te, może początek -90-tych, czyli czas dobry dla muzyki punkowej, metalowej i rocka. Byłem nastolatkiem, szkoły, które były tu na miejscu - w Płońsku, nie były dla mnie. Jestem co prawda synem elektryka i sporo zrobię w tym temacie, w ogóle naprawianie wszelkiego rodzaju sprzętów elektronicznych mam we krwi, ale przyszłości z tym nigdy nie wiązałem. Poszedłem więc do pracy fizycznej, żeby po prostu mieć pieniądze na instrumenty. 

Pozostawała jedynie praca fizyczna, czy z grania też można było coś zarobić?

Pracowałem w różnych miejscach, aż wciągnięto mnie do tzw. grania na weselach. Tak mogłem zarabiać i jednocześnie ćwiczyć technikę gry na instrumencie. W międzyczasie grałem też z różnymi lokalnymi zespołami rockowymi, ale jeździłem też do Warszawy do lokali, w których odbywały się koncerty i jamy. Tam nawiązałem sporo znajomości z różnymi muzykami, nierzadko dziś zajmującymi się profesjonalnym graniem. Te znajomości przekształcały się czasem we wspólne granie w różnych stylach. Wyglądało to w tym czasie mniej więcej tak, że w weekendy grałem na weselach, a w tygodniu ćwiczyłem, słuchałem, nie chciałem już robić nic innego. W tym czasie należałem już do zespołu Kochankowie Gwiezdnych Przestrzeni, z którym to przez kilka lat współpracy nagrałem jedną płytę, całkiem nieźle przyjętą. Z nimi też dwukrotnie grałem koncerty na ówczesnym Przystanku Woodstock. Po jakimś czasie nasze drogi się rozeszły. Jedną z osób, którą poznałem na jam session, był Janek Pęczak, nie wiem nawet czy był już wtedy gitarzystą T-LOVE. Po kilku latach Janek zaprosił mnie do jednego ze swoich zespołów - The Relieverse. Nagraliśmy razem płytę w stylu roots reggae „13 Months of Sunshine”. Przez kilka lat należałem również do zespołu Warsawa Afrobeat Orchestra. Z nimi nagrałem dwie płyty, z których pierwsza została wydana w sławnej w Stanach Zjednoczonych wytwórni Ubiquity Records, drugą wydała Agencja Muzyczna Polskiego Radia. Przez kilka lat na stałe grałem na stałe wtorkowe jam session w klubie Tytusa Hołdysa - Miejsce Chwila. Miejscu znanym i cenionym przez muzyków. Obecnie znowu współpracuje z Jankiem. Gram w składzie jego solowego projektu.

Mali chłopcy zazwyczaj marzyli o tym, aby zostać piłkarzem czy strażakiem. W Pana przypadku od razu chodziło o muzykę? 

Tak, odkąd pamiętam chodzi o muzykę. Co prawda wspominano również, żebym zajął się sportem, bo byłem bardzo sprawny, skoczny i silny, ale mi zawsze chodziło o muzykę. 

Czemu akurat perkusja i bębny?

Nie wiem czy to ja wybrałem, czy perkusja mnie wybrała... Początek był taki, że obserwowałem grających, nawet nie na perkusji, tylko po prostu wszystkich muzyków na scenie. Może zwyczajnie perkusja od razu do mnie przemówiła, jest moim zdaniem najbardziej złożonym instrumentem. Reszta muzyków ma zwykle jedno narzędzie do gry – gitara, bas, klawisze, a nawet wokal. Ja mam cały zestaw i to perkusja nadaje rytm całemu utworowi. Jest instrumentem pierwotnym, od rytmu w ogóle powstała muzyka. Jeżeli jej nie słychać, można mieć wrażenie, że numer jest rozmyty, bez charakteru, ona jakby podkreśla wszystkie inne instrumenty.

Z drugiej strony można powiedzieć, że jest Pan niczym człowiek renesansu - bo przedstawia się Pana także jako muzyka sesyjnego, realizatora dźwięku, specjalistę od nagrywania i miksowania...

No właśnie, tak jak nauczyłem się sam grać na perkusji, tak też nauczyłem się sam obrabiać zagrane numery. W czasach kiedy zaczynałem interesować się realizacją dźwięku nie było studia nagrań. Moim marzeniem było nagranie własnej płyty. Zacząłem więc sam eksperymentować i dociekać o co chodzi. Takim sposobem od ponad 15 lat „samonauczam” się realizacji. Pomogła w tej sferze moja znajomość obsługi komputera i zamiłowanie do nowinek technicznych. Sprawdzałem wszelkie tematy jakie pojawiły się w tej dziedzinie, słuchałem, oglądałem w sieci sporo ale to praktyka najwięcej wniosła do moich umiejętności – „praktyka czyni mistrza”. Jeżeli chodzi o granie sesyjne to współpracowałem z wieloma muzykami. Gram głównie partie perkusyjne, a czasem basowe, niezależnie od rodzaju muzyki. W dobie Internetu można tworzyć utwory na odległość. Ja tak często działam. Od kilku bowiem lat znowu mieszkam w Płońsku.

Pewnie niewiele osób wie, że jest Pan samoukiem. To znaczy, że szkoła nie zawsze musi być tą podstawą do kształtowania samego siebie i swoich talentów?

W moim przypadku na pewno nie była. Nie miałem możliwości uczyć się od kogoś ani gry, ani realizacji dźwięku. Spotkałem w swoim życiu kilka osób – muzyków, którzy przyczynili się do tego co robię (myślę tu przede wszystkim Szczepanie Walczaku, bardzo utalentowanym muzyku) teraz i wiele z tych relacji wyniosłem ale nauczycielami oni nie byli. Myślę, że gdybym miał możliwość uczyć się w szkole tego czego sam się uczyłem, może byłbym w innym miejscu, niż teraz. Jednak szkoła muzyczna i gamy nie były dla mnie. Nauczyłem się więc wszystkiego jak umiałem, naturalnie i po swojemu. Później przyszła technika i jestem z tego dumny. 

Posługuje się Pan pseudonimem "PepciaQ". Może opowiedzieć Pan co nieco skąd on się wziął?

To historia jeszcze z dzieciństwa. Moje pierwsze słowa to MAMA, TATA i PEPE. Pepe mówiłem do brata... nie pytaj czemu, bo on ma na imię Norbert. Już na podwórku przed blokiem dzieciaki przekształciły Pepe w Pepciaka. Pisownię na PepciaQ zmieniłem ja, Q – to międzynarodowy znak jakości, a ja zawsze chciałem, żeby to co robię było najlepsze.

Przejdźmy może do mniej przyjemniej sprawy, czyli Pańskiego rozstania z płońskim MCK-iem. Nie poznano się jednak na jakości Pana pracy. Co Pan czuł, kiedy dowiedział się, że ta współpraca nie będzie kontynuowana? 

Czułem się bardzo źle. Spędziłem tam kilka lat, w trakcie których stworzyliśmy coś bardzo dla mnie ważnego - płońskie studio nagrań. Znalazłem się w MCK pod koniec jego działalności w starym budynku. Dowiedziałem się, że w planach MCK, po przebudowie, jest studio nagrań. Tworzyłem  je od podstaw. Brałem udział w pisaniu projektu o dofinansowanie wyposażenia tego miejsca. Chciałem, aby w tym małym mieście powstało miejsce z duszą, a jednocześnie z najlepszymi możliwymi warunkami do rejestrowania muzyki. Ciężko na to pracowałem, nagrywając bardzo dużo. Te nagrania trzeba było jeszcze obrobić. Praca przynosiła efekty, bo do studia zaczęło przyjeżdżać coraz więcej profesjonalnych muzyków. W tej branży zyskanie renomy jest bardzo trudne. To hermetyczna branża. Zwykle zespoły korzystają z miejsc sprawdzonych, z których wiele nagrań zostało wydanych. W Płońsku coś zaczęło się dziać w tej dziedzinie. Niestety, okazało się, że nie na tym zależy nowemu kierownictwu. Moją pracę ocenili ludzie nie znający się na niej. Nikt tym bardziej nie zainteresował się ilością zarejestrowanych ścieżek i rozwiązano ze mną współpracę. Wtedy mocno to przeżyłem. Dziś nadal tworzę muzykę, obrabiam dźwięki, ale już na swoje konto. Będę nadal grał i nagrywał – to wiem na pewno. Nic innego nie daje mi takiej satysfakcji.

Obecnie współpracuje Pan m.in. z Janem Pęczakiem, który współtworzył formację T. Love. Jak zawiązała się Wasza współpraca?

Jak wcześniej mówiłem – spotkaliśmy się ponad 10  lat temu w warszawskim lokalu na Jam Session. Dobrze się dogadywaliśmy muzycznie od samego początku. Gram już w drugim jego projekcie. Tym razem to solowa płyta „Jestem”, bardzo ważna dla Janka, jednocześnie mi bliska. Po prostu dobrze nam się razem gra. W ogóle skład, w którym gramy, jest bardzo fajny. Z basistką poznałem Janka ja - to Zu Ossowska, którą poznałem i nagrywałem w studio MCK i od tego czasu z nią współpracuje. Drugim gitarzystą jest Cezar Kosman, z którym Janek już jakiś czas tworzy. Wszyscy razem bardzo przyjemnie brzmimy. Zapraszam więc na koncerty, a niedługo też płyta.

W jakie inne projekty zaangażowany jest obecnie Dariusz Daniszewski? 

Jestem muzykiem sesyjnym, nagrywam partie perkusyjne w różnych stylach muzycznych. Współpracuję od paru lat z producentem muzycznym Krystianem K-Jah Walczakiem. Tworzę partie perkusji do numerów z muzykami z całego świata. Ostatnio na przykład pracowałem nad utworem Żywej Akademii Pana Kleksa, niedługo więcej będzie słychać na ten temat.. Ogólnie cały czas obrabiam nagrania różnych artystów.

Nie sposób nie wspomnieć, że po przymusowym rozstaniu z płońskim domem kultury, stworzył Pan sw niedługim czasie własne studio nagrań. Może opowiedzieć Pan coś więcej o tym przedsięwzięciu? 

Studio już jest. Zaadaptowałem już pierwsze pomieszczenia, co wymagało sporo pracy. Docelowo jednak tych pomieszczeń będzie więcej. Co nie zmienia faktu, że mogę już nagrywać. Jak mówiłem wcześniej, studio było i jest moim marzeniem. Spełniam je...

Jakie ma Pan plany zawodowe na najbliższe miesiące?

Koncertujemy od wakacji ze składem stworzonym przez Janka Pęczaka. Są to koncerty promujące jego płytę - „Jestem”, na którą sam napisał większość tekstów oraz nagrał wszystkie partie oprócz perkusji ...tą nagrałem ja. Ta muzyka i teksty piosenek jak najbardziej zgadzają się również z moimi odczuciami. Bardzo lubię ten czas koncertowy. Współpracuję nadal z producentem muzycznym Krystianem K-Jah Walczakiem. Tworzę partie perkusji do numerów nagranych z muzykami z całego świata. Tak między innymi doszło do mojej współpracy z Gentelmenem i jego żoną Tamiką. Nagraliśmy w 2015 wspólnie utwór Defenders of the Light, którego można słuchać w stacjach radiowych na całym świecie, i który został wydany na płycie. Również K-Jah jest producentem hymnu Ostróda Reggae Festiwal, do którego również nagrałem bębny. Jestem więc czynnym muzykiem sesyjnym, nagrywam partie perkusyjne w różnych stylach muzycznych. Skupiam się też bardzo na własnym studio, już planuje rozbudowę i dalszy rozwój.

(Rozmawiał Dawid Ziółkowski)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (15)

RassRass

5 17

a dlaczego tę cegłę w mckowym studio to w drugą stronę ułożyli ? kto to nadzorował i odebrał? 16:20, 08.11.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

BilansBilans

32 9

Ta kobieta odejdzie w wielkiej niesławie. Prędzej czy później zrobi bilans zysków i strat. Ciekawe, czy już wie, że to co robi i co dzięki temu zyskała, nie jest warte tego, co straciła. 18:17, 08.11.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

KtóraKtóra

3 6

kobieta? Ta czy poprzednia? Pozostaję w dużym stopniu ogólności... 08:42, 11.11.2019


Pędzące kombinerkiPędzące kombinerki

9 2

Pepe ! 21:48, 08.11.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

DynamoDynamo

7 3

Pozdro Pepe ! trzymaj się 22:22, 08.11.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

TomoTomo

26 5

Ale mamy światowej klasy nutkę 😂 11:32, 09.11.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

ChłopieChłopie

29 5

Idź do sądu pracy, przynajmniej wywalczysz sobie na doposażenie studia. 13:24, 09.11.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

AA

9 23

może przydałoby się trochę pokory? 13:31, 09.11.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

OkOk

3 5

A tobie księdza ? 14:09, 09.11.2019


UczestnikUczestnik

27 5

Ciężko zrozumieć, jak ktoś tak niekompetentny w każdej z dziedzin kultury, mógł zostać dyrektorem MCK. Parcie na scenę nie wystarczy a wręcz jest żenujące. Szkoda. 12:13, 10.11.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

RzeczywiścieRzeczywiście

3 5

trudno zrozumieć, skąd tyle niechęci, żenujące... 23:52, 10.11.2019


MatkaMatka

24 4

Pani Kunicka nie lubi ludzi, w tym dzieci, mimo prowadzenia szkoły muzycznej(o poziomie dyskusyjnym). Osobiście widziałam w domu kultury jak je strofuje, gdy myślała, że nikt dorosły jej nie obserwuje. MCK jest dla nas mieszkancow, nie dla wygody tej pani. 14:44, 10.11.2019

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

WidaćWidać

3 2

jak pani lubi ludzi i dzieci... 23:49, 10.11.2019


jijjij

1 4

Ważne, że ciebie nikt nie lubi. 14:46, 12.11.2019


BzzzzBzzzz

19 2

Rób swoje, trzymam kciuki i współczuję...Wiem co oznacza utrata pracy w którą wkładało się całe serce. 16:46, 10.11.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© plonskwsieci.pl | Prawa zastrzeżone