Zamknij
REKLAMA

Marcin Stasiak: Wsiadając do auta czuję adrenalinę [WYWIAD PwS]

11:36, 11.03.2019 | Rozmawiał Dawid Ziółkowski
REKLAMA
- Mając taką pasję, człowiek siedząc w aucie czuje dużą adrenalinę, zapomina o problemach życia codziennego. Dla mnie to wspaniale uczucie, chociażby po przepisowej i często długiej monotonnej jeździe autokarem - mówi PwS Marcin Stasiak [Foto: zbiory prywatne]

Swoją motoryzacyjną pasję odziedziczył po tacie, a w wieku 23 lat założył wraz ze wspólnikiem firmę transportową. Zaczynał od Simsona, a teraz kieruje 600-konnym BMW. O pracy i zacięciu do motosportu porozmawialiśmy z płońskim ambasadorem driftu, Marcinem Stasiakiem. 

[Dawid Ziółkowski] Skąd pojawiła się  u Pana pasja do motoryzacji? 

[Marcin Stasiak] Pasja do motoryzacji towarzyszy mi od dziecka. Mój tata też interesował się motoryzacją i od zawsze miał styczność z transportem. Jako mały chłopiec jeździłem po polach autem taty z poduszkami na fotelu, kiedy on łowił ryby. Później wbrew niechęci mamy, która martwiąc się o mnie nie była przekonana do zakupu motoroweru, uprosiłem rodziców i w końcu kupili mi pierwszy motocykl marki Simson, na który musiałem wsiadać z ławki, ponieważ nie sięgałem nogami do ziemi, i który później sam starałem się naprawiać. Tak zaczęła się moja przygoda z motoryzacją.

Od początku traktował to Pan jako hobby, czy wiedział Pan, że z szeroko rozumianą motoryzacją zwiąże Pan swoje życie zawodowe?

Zawsze lubiłem majsterkować przy motocyklach i autach. Kilka przebudowałem sam z pomocą kolegów i wspólnika Huberta. Nie wiązałem z tym zawodowej przyszłości, robiłem to dla przyjemności.

Od niemal 8 lat prowadzi Pan razem ze wspólnikiem firmę transportową. Skąd wziął się ten pomysł na biznes? 

Pomysł pojawił się przypadkiem. Posiadałem busa 9-osobowego, którego zacząłem wynajmować głównie na mecze piłkarskie. Później nadarzyła się okazja, żeby kupić od znajomego 20-osobowego busa. Namówiłem przyjaciela Huberta na zakup, sami go pomalowaliśmy i wyremontowaliśmy i tak powstała nasza firma HM TRANS s.c.  

W tej chwili traktuje Pan to po prostu jako pracę, sposób na życie, czy bardziej stało się to pasją? 

Transport osób to mój sposób na życie. Jako firma obsługujemy bardzo ważny dla nas i dla wszystkich mieszkańców publiczny transport powiatowy, ale też współpracujemy z wieloma gminami, szkołami, firmami turystycznymi, czy też agencjami pracy. Mimo braku czasu, w wolnej chwili siadamy z Hubertem za kierownicę autokaru i jedziemy z grupą, przeważnie na turystyczny wyjazd, w ciekawe miejsce, w którym jeszcze nie byliśmy.

Wróćmy do Pana motoryzacyjnego zacięcia. Czemu akurat drift? 

Tak jak już wspomniałem, w wieku 18 lat przebudowaliśmy ze wspólnikiem dwa fiaty 125p i w zimę często staraliśmy się jeździć w poślizgu po bezdrożach. Duży wpływ miał również mój szwagier Sławek, który już wtedy jeździł w drifcie, profesjonalnym jak na tamte czasy autem - BMW e30. Namówił mnie na zakup pierwszego samochodu do jazdy w poślizgu, również BMW e30, to było chyba w 2008 roku. Następnie kupiłem kolejne e30 z większym silnikiem i później jeszcze kilka. Łącznie przez moje ręce "przewinęło" się 7 sztuk bmw e30. Mając taką pasję człowiek siedząc w aucie czuje dużą adrenalinę, zapomina o problemach życia codziennego. Dla mnie to wspaniale uczucie, chociażby po przepisowej i często długiej monotonnej jeździe autokarem. Polecam spróbować wsiąść chociażby na fotel pasażera każdemu, kto trochę interesuje się motoryzacją, ale i nie tylko. Zapraszam również całe rodziny z dziećmi, bo na zawodach panuje super klimat. Można zjeść coś z grilla, wypić piwo, a przede wszystkim posłuchać ryków silników i poczuć zapach palonej gumy. W szczególności polecam niedaleki tor Słomczyn, gdzie znajdują się wysokie trybuny, z których widać cały tor. Można również przespacerować się po parku maszyn, gdzie nierzadko można spotkać auta powyżej 1000 koni mechanicznych.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to dość niebezpieczna dyscyplina motosportu. Żona nie ma nic przeciwko?

Drift z pewnością jest niebezpiecznym sportem. Przeciążenia są ogromne i w każdej chwili może pójść coś nie tak. Niestety kiedyś sam doszczętnie skasowałem jedno ze swoich aut do driftu. Jeździmy jednak po bezpiecznych zamkniętych torach, autami wyposażonymi we wszystkie niezbędne systemy bezpieczeństwa, takie jak klatka, fotele kubełkowe, pasy szelkowe, systemy gaśnicze itp. Żona chyba już przywykła do mojej pasji, nawet sama kierowała i kręciła "bączki" driftowozem. Wspiera mnie w tym oraz kibicuje mi i motywuje mnie do działania. Na pewno dużo gorzej znosiła moją jazdę na motocyklu czy na quadzie.

Od kiedy bierze Pan udział w profesjonalnych zawodach?

Pierwszy udział w zawodach wziąłem dopiero w 2018 roku. Byłem dwa razy na zawodach niższej rangi oraz wziąłem udział w dwóch rundach DMP (Driftingowe Mistrzostwa Polski). W sezonie 2019 jestem już profesjonalnie przygotowany do wszystkich 6 rund Driftingowych Mistrzostw Polski, być może uda mi się jeszcze pojechać kilka rund, drugiej największej federacji driftu w Polsce DRIFT OPEN (Mistrzostwa Polski IDF 2019) oraz w ramach treningu odwiedzić jeszcze kilka innych imprez i wydarzeń charytatywnych, więc zapowiada się bardzo intensywny rok. Cieszę się, że moje starty relacjonować będzie dla płońszczan portal ''Płońsk w Sieci", który jest od tego roku moim patronem medialnym. 

Z tego co można zauważyć na facebookowym profilu, korzysta Pan głównie z aut bmw. Ma Pan jakiś szczególny sentyment do tej marki? 

Oczywiście sentyment jest, jednak kiedyś wybierałem BMW e30, ponieważ było najtańszym i najprostszym autem do driftu z masą części na każdej stacji demontażu, pojazdów w szczególności w pobliskiej Autokasacji Ryszewski w Skarżynie, która jest jednym z moich sponsorów w sezonie 2019.  Teraz po pierwsze - tych aut praktycznie niestety już nie ma, a po drugie - chcąc rywalizować z czołówką w Polsce z tego auta zostaje jedynie kawałek karoserii, reszta jest składana z laminatu oraz z innych, bardziej wytrzymałych i dużo mocniejszych podzespołów stworzonych właśnie do jazdy w kontrolowanym poślizgu. Na ten moment posiadam dwa auta BMW e30. Z ciekawostek mogę dodać, że jedno auto posiada silnik od corvette o pojemności 5,7 litra o mocy około 450 koni mechanicznych oraz skrzynię biegów od Vipera, a drugie ma turbodoładowany silnik z Toyoty Supry o pojemności 3 litrów i mocy w granicach 600 koni mechanicznych.

Umiejętność driftu przydaje się w warunkach normalnej jazdy? Na przykład zimą?

Na pewno te umiejętności przydają się przy różnego rodzaju niepożądanych sytuacjach na drodze, szczególnie zimą. Lekki poślizg nie stwarza problemu i człowiek nie wpada w panikę, która w takich sytuacjach jest najgorsza. Drift daje też sporo pewności siebie za kółkiem, z którą oczywiście nigdy nie można przesadzać.

Oprócz samochodu, można Pana zobaczyć także ma motocyklu czy quadzie. Widać, że nie zamyka się Pan na żaden rodzaj pojazdu.

Motocykle to druga z moich motoryzacyjnych pasji. Przez jakiś czas trenowałem "STUNT" - są to  różnego rodzaju akrobacje na motocyklu, który wcześniej doszczętnie przebudowałem specjalnie do takiej jazdy, jednak jest to dużo bardziej niebezpieczne i z wiekiem chyba z tego wyrosłem. Natomiast zawsze staram się mieć jakąś alternatywę związaną z motorsportem, oprócz driftu.

Można zauważyć, że oprócz motoryzacji w Pana życiu obecna jest także piłka nożna. Można jednak powiedzieć, że bliższa Pana sercu jest ta pierwsza aktywność?

Tak - lubię piłkę nożna, wspieram jak tylko mogę i kibicuję głównie lokalnej piłce. Czasem nawet udaje mi się wybrać do kolegów z Płońskiej Akademii Futbolu na trening, aby trochę się poruszać. W drifcie jestem zdecydowanie lepszy i na tym w 100%  koncentruje się w 2019 roku. Mam nadzieję, że uda mi się przejeździć ten sezon bez większych przygód, i że nie zabraknie czasu i  funduszy, ponieważ drift jest bardzo drogim i niestety awaryjnym sportem. Podam przykład - chcąc rywalizować z najlepszymi w Polsce i posiadając w aucie dużą moc, trzeba kupować opony z najwyższej półki, które paradoksalnie będą miały najlepszą przyczepność - cena jednej takiej opony, kupując w dużym hurcie, kosztuje w granicach 300 zł za sztukę. W jednym sezonie podczas treningów oraz zawodów można zużyć nawet 200 sztuk. Jak do tej pory finansuję siebie sam, jednak prowadzę rozmowy z kilkoma partnerami oraz cały czas poszukuję nowych sponsorów, co oczywiście jest bardzo trudne. Zobaczymy co z tego wyjdzie, jednak jestem optymistą i myślę pozytywnie.

Kiedy w najbliższym czasie możemy zobaczyć Pana na torze? 

Praktycznie co weekend staram się trenować. Pierwszego kwietnia wybieram się  na tor do Kielc, gdzie inicjacja driftu zaczyna się przy prędkościach w granicach 150 km/h, następnie 6-7 kwietnia w Białej Podlaskiej będzie tzw. "runda techniczna" Driftingowych Mistrzostw Polski, później startuje już cały cykl DMP - 18-19 maja - pierwsza runda na polecanym przeze mnie torze w Słomczynie i dalej kolejne rundy, plus w między czasie, tak jak już wspominałem, kilka rund w federacji Drift Open Driftingowe Mistrzostwa Polski  IDF 2019  - np. hardcorowe zawody 28-30 czerwca na zamkniętych publicznych krętych drogach w Czarnej Górze. Ewentualnie w ramach treningu cały cykl zawodów Drift Trophy plus na pewno różnego rodzaju imprezy charytatywne - wszystko zależy od czasu, zdrowia i funduszy.

Warto też wspomnieć o tym, że na zawodach DMP planuje wystartować co najmniej czterech zawodników z naszego niezrzeszonego klubu WPN Drift Division z Płońska, w tym nasz młody talent - Daniel Bogucki -12 letni drifter.

Dziękuję bardzo za rozmowę. 

(Rozmawiał Dawid Ziółkowski)
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
© plonskwsieci.pl | Prawa zastrzeżone