poniedziałek 11 grudnia

Łzy wzruszenia, radość, szczęście - jedyny taki weekend w roku!

in Wokół Płońska

by Redakcja

Zwykło się mówić, że ten grudniowy weekend jest ,,weekendem cudów” i coś w tym jest. Kiedy chociaż na chwilę odwiedzi się lokalny sztab Szlachetnej Paczki, można szybko odkryć na czym polega jej magia i fenomen, a wyjście z ,,magazynu” już nie będzie takie proste. W niedzielę zakończył się XVII Finał Szlachetnej Paczki. W Płońsku organizowany był już po…

149 hits

PŁOŃSK W SIECI NEWS
Zmarł radny powiatu płońskiego: W wieku 72 lat zmarł w warszawskim szpitalu wieloletni radny powiatowy Prawa i Sprawiedliwości i były burmistrz Raciąża, Henryk Kozakiewicz. Uroczystości pogrzebowe odbędą się we wtorek o godzinie 14 w kościele parafialnym w Raciążu. * Płońsk w sieci : Twoje źródło informacji 

2 kwietnia obchodzony był Światowy Dzień Świadomości Autyzmu. Także i w Płońsku solidaryzowano się z osobami, których dotyka to rozwojowe zaburzenie. Pozostańmy więc jeszcze w tej tematyce. Katarzyna Podolska-Piechocka z lokalnego Centrum Zdrowia ,,Szansa" wysłała do naszej redakcji poruszające świadectwo jednego z autystyków, 12-letniego Tomka. 

Pierwsze, co pamiętam, to ból. Ból z każdej strony. Bolały uszy, jak ktoś do mnie mówił. Bolała skóra, jak ktoś mnie dotykał. A najgorszy był odkurzacz, mikser i suszarka do włosów. Wtedy bolało najbardziej. I to w całym ciele.

Bolało, jak coś jadłem - nie tylko nie smakowało. Dużo pokarmów po prostu drapało, kuło, szczypało.....

Często płakałem. I bałem się. Bałem się bólu, osób (tak dziwnie wyglądały, miały takie duże twarze), nowych sytuacji (bo wszystko tak szybko się zmieniało, za każdym razem wyglądało inaczej).....

Szybko zorientowałem się, że jestem inny. Dziwny. Gorszy. Słyszałem to na każdym kroku. Od pani w przedszkolu, sąsiadki na ulicy, obcych ludzi w sklepie.

Świat mnie przytłaczał, był taki straszny. A z drugiej strony fascynujący. Widziałem tyle barw, każda miała milion odcieni. Słyszałem różne przyjemne dźwięki- szum porannej rosy, stukot opadających jesienią liści, taniec prądu elektrycznego w zapalonej żarówce. Podobno inni tego nie słyszeli. Widziałem elementy konstrukcji. Czułem wiatr za oknem, nastrój mojego kota.

Fascynowały mnie klocki lego. Potrafiłem siedzieć przy nich godzinami. Było w nich coś uspokajającego. Nie wiem, dlaczego inne dzieci nie potrafiły zbudować takich konstrukcji jak ja, ale ja bardzo chciałem ich nauczyć. Tylko, że oni byli tacy głośni, chcieli budować tylko według rysunków. A poza tym nie bardzo wiedziałem, jak im wytłumaczyć o co mi chodzi. Oni też mnie nie rozumieli. Szybko się nudzili, chcieli zmieniać reguły zabawy, wyrywali sobie zabawki.

Zdecydowanie lepiej było mi samemu. W ciszy. Wtedy mogłem odpocząć. Nie tylko od hałasu i ciągłych zmian. Nie rozumiałem, dlaczego ciągle mam coś robić. Dlaczego mam mówić „dzień dobry”, skoro kogoś nie znam. Przecież mówili, że z obcymi się nie rozmawia. A pani sprzedająca w sklepie przecież jest obca. Dlaczego mam myć zęby rano- przecież od nocy nic nie jadłem i się nie pobrudziły. Dlaczego mam zakładać nowe ubrania- one śmierdziały sklepem i drapały. Najlepsze były moje spodnie od dresu i stara koszulka z Simbą - one były miękkie i wygodne.

Nie rozumiałem, jak wszyscy to robią, że ze sobą rozmawiają. Ja nie rozumiałem tego, co oni mówią. Nie wiedziałem też, jak mam odezwać się do kolegów, rozpocząć rozmowę i o czym mam do nich mówić. A oni opowiadali sobie godzinami o czymś, np. o grze komputerowej albo o piłkarzach. A mnie to nie interesowało. Wolałbym o astronomii. Nie wiedziałem, dlaczego tak różnię się od chłopaków z podwórka. Czułem, że jestem inny. Często nie wiedziałem, jak mam się zachować. Wolałem być z dorosłymi. Albo z młodszymi od siebie. Wtedy wiedziałem, co powiedzieć i zrobić.

Pamiętam też dwie reakcje mojej mamy. Bardzo często płakała. Płakała, bo najpierw lekarz powiedział, że nic mi nie jest, że ze wszystkiego wyrosnę (to było chyba, jak miałem 4 lata i mówiłem tylko pojedyncze słowa). Potem płakała, bo babcia i dziadek mówili, że mnie źle wychowuje, że gdybym dostał lanie, to bym nie rozrzucał torebek z makaronem w sklepie. Potem płakała, bo koledzy się ze mnie śmiali- płakała razem ze mną. Płakała i mówiła, że nie umie mi bardziej pomóc. Płakała, jak krzyczałem, że nie chcę już więcej ćwiczyć w domu tego, co kazała terapeutka - bo nie wiedziała już, jak mnie namówić.

Ale i cieszyła się. I to bardzo. Z każdego mojego nawet najmniejszego sukcesu. Wtedy też płakała. Nie rozumiałem dlaczego. Mówiła, że się cieszy. A przecież łzy są wtedy, gdy jesteśmy smutni.

Mama często powtarzała mi, że jest ze mnie dumna, że jestem wspaniały, że jestem niepowtarzalny. Dziś jestem jej za to bardzo wdzięczny.

A! Zapomniałem się przedstawić. Jestem Tomek. I mam autyzm. Mam 12 lat. Chodzę do VI klasy. Normalnej szkoły. Mam dwóch wspaniałych przyjaciół, którzy rozumieją, że czasem jest mi trudno. Ale czuję, że mnie lubią, mimo że czasem jestem dziwny.

Co to dla mnie oznacza, że mam autyzm? To, że jestem niepowtarzalny. Że wielu rzeczy nie rozumiem, np. przysłów, większości żartów, tego, kiedy ludzie zachowują się inaczej niż powinni (nie są życzliwi, dokuczają sobie, są niesprawiedliwi, kłamią- a tak przecież nie wolno). Że dużo dźwięków mnie drażni - choć nie tak bardzo, jak kiedyś. Że nie jestem wariatem. Że wszystko biorę dosłownie - muszę więc obserwować ludzi, jak reagują, a jeśli coś mi się nie zgadza- pytać. Że, jak mówi moja psycholog, jestem ponadprzeciętnie inteligentny. Że mam uzdolnienia, jakich nie mają moi koledzy. Że nie czuję bólu takiego, jak moi koledzy (np. jak złamałem rękę, to nie zauważyłem), ale czuję ból podczas dotykania niektórych tkanin. Że mój świat jest o wiele bogatszy, piękniejszy niż większości ludzi.

To, że mam autyzm oznacza dla mnie jednak przede wszystkim, że jestem taki sam jak inni. I tak jak każdy - czegoś nie umiem, nie lubię, nie chcę.
Potrzebuję więcej pomocy niż inni, ćwiczeń by nauczyć się tego, co moim kolegom przychodzi z łatwością, np. robienie zakupów czy wizyta u lekarza.

Ale chcę żyć jak inni.

Cieszę się, bo mam najwspanialszą mamę na świecie. Ona kocha mnie takiego, jaki jestem. I robi wszystko, by mi pomóc. Nieraz walcząc z całym światem.

Cieszę się, bo spotykam na co dzień ludzi, którzy chcą mi pomóc w nauczeniu się żyć normalnie. Jak każdy. Tak - muszę się tego nauczyć. Ale lubię moje życie.

Może Cię także zainteresować