Zamknij
REKLAMA

Remont Warszawskiej pod ostrzałem uwag mieszkańców

12:07, 03.09.2018 | Dawid Turowiecki
REKLAMA
Skomentuj
Andrzej Mikołajewski po remoncie Warszawskiej nie ma łatwego życia [foto: Dawid Turowiecki]

Zlikwidowanie linii podwójnych ciągłych, zniesienie zakazu zatrzymywania się przy ul. Mickiewicza, zmienienie terenów zielonych na miejsca parkingowe oraz zrównanie chodnika do wysokości posesji, to żądania grupy mieszkańców oraz przedsiębiorców działających przy Warszawskiej, adresowane do Zarządu Powiatu. - Nie pomógł starosta, komendant płońskiej policji, naczelnik wydziału ruchu drogowego, teraz rada, więc pozostaje iść do księdza, aby się za nas pomodlił… - stwierdzał pół żartem, pół serio płońszczanin Andrzej Mikołajewski. 

Wiele gorzkich słów padło z ust płońszczan, którzy przyszli na powiatową sesję nadzwyczajną, aby dać wyraz swojego niezadowolenia względem praktycznie zakończonej modernizacji ulicy Warszawskiej. ,,Drogowy bubel”, ,,niechlujstwo”, ,,bylejakość”, ,,film Barei” - te słowa najczęściej przewijały się w komentarzach. Starosta rzecz jasna nie zgadza się z nimi. 

- Program inwestycyjny był na ogromną skalę. Ulice nie były remontowane w otwartej przestrzeni tylko w zurbanizowanej. Wiem, że jest wiele uwag do tych dróg, ale w tych warunkach jakie były, to te drogi zostały wykonane naprawdę dobrze – przekonywał Andrzej Stolpa. - Można było to zrobić pewnie inaczej, ale wiązałoby się to z rozszerzeniem pasa drogowego, który wchodziłby w istniejące prywatne posesje. Trzeba byłoby rozbierać ogrodzenia, a w niektórych miejscach droga podchodziłaby pod same zabudowania – tłumaczył starosta powiatu płońskiego. - Była to ciężka, mozolna praca, ale projekt zmierza do ukończenia. Uważam, że to co jest teraz, w porównaniu do stanu poprzedniego, to zupełnie inny standard. Nawet nie ma co porównywać. 

Pozaplanowe posiedzenie zwołano na wniosek radnych klubu ,,Razem dla Powiatu” oraz Prawa i Sprawiedliwości.

- Poprosiliśmy o tę sesję w odpowiedzi na monity mieszkańców, artykuły prasowe i własne obserwacje, dotyczące przedłużenia prac budowlanych i pierwszego okresu eksploatacyjnego tych dróg – stwierdzał Dariusz Żelasko (na zdjęciu powyżej - red.). Wyszło też na jaw, że mieszkańcy od 11 lipca czekają na odpowiedź na swoje pismo do Zarządu, a co za tym idzie również do radnych. Wyszło tak, że tym nie było dane zapoznać się z jego treścią, a władze powiatu do zeszłego piątku nie odniosły się pisemnie do uwag rozczarowanych inwestycją płońszczan, którzy odczuwają niedogodności związane z remontem Warszawskiej.   

Trąbią na nas 

- Starosto, jesteśmy oburzeni, że podczas planowania tak kosztownej inwestycji nie brano pod uwagę interesów mieszkańców. Wszystko, co się robi powinno służyć mieszkańcom, a w tym przypadku jest odwrotnie – dziwił się Andrzej Mikołajewski, przedsiębiorca z Płońska. - Nie widzieliśmy nigdy na placu budowy projektanta – podkreślał, rozglądając się daremnie po sali, bo i tu go nie było. Przysłał jedynie pismo, że jest na urlopie.

Barbara Białęcka (na zdjęciu pierwsza z prawej - red.) , mieszkanka posesji na rogu Warszawskiej i ,,Zielonego Rynku”, rozpoczęła punktowanie słabych stron inwestycji. - Skąd pomysł poszerzenia chodników i zwężenia jezdni?! Kiedy wyjeżdżamy w kierunku Warszawy i zamykamy bramę, to ustawia się nami korek. Wszyscy trąbią na alarm, abyśmy zjechali z ulicy. To jest właśnie efekt zwężenia ulicy – wskazywała kobieta. - Po rozbiórce starej nawierzchni jezdni w budynku popękały ściany. Teraz na stare lata mam walczyć w sądzie o odszkodowanie tylko dlatego, że ktoś zrobił szkodę…? 

Długa lista uwag

- Inwestycja to na pewno dobre działanie, ale… Od Targowej do Wojska Polskiego zostaliśmy pozbawieni miejsc parkingowych. Gdzie mają zatrzymać auto choćby klienci? - pytał Andrzej Mikołajewski. - Różnica poziomów między chodnikiem a posesjami wynosi od 5 do 35 centymetrów, co bardzo utrudnia życie – kontynuował. - Na Mickiewicza jest znak zakazu zatrzymywania się i postoju. Na Zielonym Rynku powinien być zrobiony parking a nie chodniki – wymieniał były radny RM w Płońsku. - Po niewielkich opadach deszczu widać już liczny zastoiny wody, która nie odpływa, bo pod górę przecież nie popłynie. Aż tak szerokie chodniki nie są potrzebne. Potrzebujemy zatoczek do parkowania. Jak przedsiębiorca ma przyjąć towar, kiedy ma linię podwójną ciągłą pod sklepem! – dodawał z rozgoryczeniem, pokazując zdjęcia przedstawiające niezrozumiałe rozwiązania w nowej infrastrukturze drogowej i skarżąc się radnym, że ma już kilka spraw w sądzie o nieprawidłowe parkowanie przy obecnych warunkach drogowych.

- Dlaczego mój chevrolet budzi aż takie zainteresowanie policji...? – pytał retorycznie Mikołajewski. 

Gdzie Mikołajewski tam i policja...

- Poczekajmy na rozstrzygnięcie sądu. My reagujemy na telefon alarmowy. Zdaniem policjanta doszło do wykroczenia – komentował mł. insp. Jarosław Brzozowski, Komendant Powiatowy Policji w Płońsku. - Kilka mandatów dla jednej osoby to musi bulwersować. To tak wygląda jakby robiło się człowiekowi na złość. Pamiętajmy, że ta inwestycja nie jest jeszcze skończona. Wypada podchodzić do mieszkańców, którzy prowadzą działalność gospodarczą i nie mają gdzie zaparkować, ze zrozumieniem – stwierdzał radny Artur Czapliński.

Bareja, by się uśmiał

Radna Teresa Pietrzak dodawała: - Starosta sumiennie wymieniał tu wszystkie usterki, a pamiętam, ile to razy zwracaliśmy uwagę na niewłaściwą jakość wykonywanych dróg. Warszawska to już jest wisienka na torcie. Kto za to wziął pieniądze, bo to jest bubel?! - nie owijała w bawełnę radna PiS. - Jak nie potrafimy zrobić porządnej drogi to może zacznijmy budować lotniska – dodawała z przekąsem. - Tu nie chodzi o to, że wykonawca chce zapłacić jakąś karę (podliczono, że kary z tytułu niedotrzymania umowy z 7 projektów RIT-owskich [opiewają na kwotę 10,5 mln zł, co nie oznacza, że tyle pieniędzy powiat odzyska), ale o to, że mieszkańcy chcą normalnie żyć, pracować, poruszać się. 

Podobnego zdania jest Adam Ostrowski, który na Zielonym Rynku prowadzi działalność gospodarczą. - Proszę pani, to nie bubel – to super bubel. Będę musiał zakupić łódkę, bo podwórko jest niżej od chodnika i mnie cały czas zalewa – przytaczał kolejny przykład fuszerki budowlanej płońszczanin. - Czuję się czasami, jak w filmie Barei – właściwie nie mam wjazdu do swojej posesji, gdyż chodnik jest za wysoko. Można sobie auto uszkodzić, co też mnie spotkało. Nie wyobrażam sobie jak dalej funkcjonować na tej  ulicy – dodawała Honorata Jędrzejewska. 

- Bylejakość jest znakiem firmowym tej inwestycji. Nie mówmy o wyższym standardzie, bo to są tylko pobożne życzenia – zabierała głos w dyskusji radna Elżbieta Wiśniewska, prosząc Zarząd o dokumenty, które powstały w związku z RIT-owskimi inwestycjami, m.in. kopię protokołu końcowego odbioru każdej z nich.

Sprzeciw starosty

- Określenie ,,bylejakość” to mocne nadużycie z pani strony – ripostował Andrzej Stolpa. - Tak samo nie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, że Warszawska to bubel. Firmy, które powygrywały przetargi są jednymi z najlepszych na naszym rynku i mają, póki co najlepszą renomę – odpowiadał starosta. - Musimy kierować się parametrami technicznymi. Skoro wszystko mieści się w granicach normy nie mamy podstaw, aby nie odebrać drogi. Przystąpienie do odbioru, to zgodnie z umową, jest nasz obowiązek.

Napiętą sytuację na sali próbował uspokajać radny Leonard Milewski. - Diabeł tkwi w detalach i mamy to co mamy, ale nie bądźmy aż takimi malkontentami. Pochylmy się nad błędami, zróbmy porządną inwentaryzację i spróbujmy zmienić to do zimy – apelował Milewski. 

A gdzie estetyka?!

Głos w debacie zabrała mieszkanka Płockiej, stwierdzając, że ta ulica pod względem wykonawstwa to niebo a zmienia, przykładając ją do feralnej Warszawskiej, choć i tu  nie braknie problemów. - Jesteśmy zadowoleni z remontu, lecz ulica jest wykonana niechlujnie. Ktoś mi nawet powiedział, że nie ma przepisu, który by nakazywał, żeby coś było ładne, ale przecież za tym idą ogromne pieniądze. Będziemy tak długo wytykali te niedoróbki aż zostanie to poprawione – mówiła Waleria Klimkiewicz (na zdjęciu powyżej - red.), sprzeciwiając się m.in. łączeniu ścieżki rowerowej z chodnikiem. 

Za puentę niech posłużą słowa radnego Dariusz Żelasko. - Bierzemy duże kredyty na drogowe inwestycje, a potem mieszkańcy pokazują błędy w sztuce projektanta i wykonawcy. To jest przykre. Za dużo, za szybko… Potrzeba wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość – kończył Żelasko.

 

Jak oceniacie remont ulicy Warszawskiej?Zagłosuj, aby zobaczyć wyniki

(Dawid Turowiecki)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (2)

Amadeusz Czepliński Amadeusz Czepliński

7 0

Straszne rzeczy poważnie! A wiecie co na próg 20 cm wiszący u jednego z mieszkańców odpowiedział pracownik do kierownika firmy wykonującej? Przecież tam nikt nie wjeżdża na posesję... gdzie mieszkaniec parkuję notorycznie. Szczerze kryminał i kary za takie fuszerki. Ulica zakurzona nie widać efektu, krzaki, brudno jeszcze raz brudno. Znajomy Niemiec będąc na Warszawskiej wskazując na pety rzekł " u nas Niemców to nie dopuszczalne". Możemy ich nie lubić ale uczmy się od nich estetyki. Osoby odpowiedzialne w trakcie budowy powinny projekt koordynować! Czy zwykli mieszkańcy mają tłumaczyć jak powinien wyglądać wjazd na posesję? To K. nędzy Panie Andrzeju po co te rady i marnowanie paliwa wszystkich was... weźcie się za robotę!
14:00, 03.09.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Olszewski M.Olszewski M.

0 0

Nie pierwszy raz ktoś popełnił błąd na etapie projektowania. Panie Szymański czemu siedzi Pan tak cicho? 09:33, 13.09.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© plonskwsieci.pl | Prawa zastrzeżone